Według biblijnej definicji Kościół to EKLEZJA czyli zgromadzenie albo społeczność wywołanych. Dlatego ważne jest mieć tę definicję w sercu i w umyśle. Wywołany to człowiek odrodzony, czyli taki, który został wywołany przez Jezusa ze świata, nawrócił się, odwrócił się od swych grzesznych dróg i został przeniesiony z ciemności do Bożej światłości. Bóg woła wielu ludzi, ale tylko niewielu odpowiada na Jego wołanie. Ci którzy odpowiedzą, są "wywołani". Oni przychodzą do światłości Bożej. A kiedy przychodzą, okazuje się, że są tam jeszcze inni. Tam jest społeczność. Wchodzą w społeczność świętych, czyli wywołanych. Tak tworzy się Kościół.

My mamy, niestety, błędne i bardzo mocno zakorzenione pojmowanie Kościoła. Większość z nas nawróciła się jako pierwsze pokolenie w naszych domach. Nie zostaliśmy wychowani w tzw. rodzinach chrześcijańskich. Dlatego jesteśmy przyzwyczajeni do tego, jak Kościół pojmowano w naszej rodzinie, jak się go pojmuje w naszym otoczeniu. I to pojmowanie trzeba będzie diametralnie zmienić. Więcej powiem - za to pojmowanie Kościoła trzeba będzie przed Bogiem pokutować, ponieważ ten sposób myślenia tylko przeszkadza w rozwoju tego, co się nazywa Ciałem Chrystusa.

Przeczytajmy Ef. 1:15-23

"(...) Przeto i ja, odkąd usłyszałem o wierze waszej w Pana Jezusa i o miłości do wszystklich świętych, nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego, i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu siły jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie. Ponad wszelką władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym; i wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystklim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia (...)."

Końcówka powyższego fragmentu mówi o tym, że kiedy Bóg poddał wszystko pod nogi Jezusa, wtedy jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest jego ciałem. To jest moment, w którym stało się coś dla Kościoła podstawowego, fundamentalnego. To jest moment, w którym Chrystus stał się Głową swojego ciała. Wtedy, gdy wstąpił na wyżyny, zasiadł po prawicy Ojca i został ustanowiony Głową. Tutaj rozpoczyna się proces pojmowania Kościoła. Otóż Kościół nie jest instytucją, której szefem jest Jezus Chrystus. Kościół nie jest firmą, której dyrektorem jest Jezus. To jest zasadniczo różne pojęcie Kościoła od tego, do którego przywykliśmy. My przywykliśmy myśleć o Kosciele jako instytucji, jako budynku, jako hierarchii. I z tego się biorą poważne problemy. Niestety.

Przejdźmy do Ef. 5:22-30

"(...) Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany. Tak też mężowie powinni miłować żony swoje, jak własne ciała. Kto miłuje żonę swoją, samego siebie miłuje. Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy..."

Zobaczcie, jak pięknie przeplata się tutaj pojęcie Kościoła jako ciała i jako Oblubienicy. Mówiliśmy podczas nauczania na temat małżeństwa i rodziny, że to działa właśnie w taki sposób. Że miłość mężów do żon i uległość żon w stosunku do mężów jest odbiciem relacji między Jezusem, a Oblubienicą. Jezusem, a Kościołem. Okazuje się, że to działa w obie strony. Zobaczmy - tutaj jest napisane, że "(...) Chrystus wydał samego siebie za Kościół" czyli za swoje ciało. Umiłował Kościół, uświęcił go, oczyściwszy kąpielą wodną przez Słowo. Żeby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały bez zmazy i skazy. A dalej jest napisane, że On je żywi i pielęgnuje. To właśnie ON, to Chrystus wydał samego siebie. To Chrystus wcześniej umiłował, to On oczyszcza Słowem, to On karmi. To On pielęgnuje.

Ci, którzy myślą o Kościele w sposób cielesny, myślą że to oni będą żywić i pielęgnować. Oni nawet potrafią w pewien sposób siebie samych wydać. Są tacy, którzy potrafią zrobić wszystko, potrafią się "spalić" w usłudze. Tylko nie robią jednej zasadniczej rzeczy: NIE POZWALAJĄ DZIAŁAĆ CHRYSTUSOWI - działać tak, jak ON by chciał. Dlatego, że to On żywi i pielęgnuje swoje ciało. To Chrystus daje swojemu ciału (Kościołowi) wszystko, co jest potrzebne do życia. My nie musimy wymyślać nic nowego. Pan Jezus powiedział [Mat 16:18] "(...) [Ja] zbuduję Kościół mój..." JA SAM !

I ludziom czasami się wydaje, że to oni budują Kościół. Ale tak naprawdę robi to Jezus. My mamy tylko być posłuszni. Pozwolić Mu na to, by mógł działać. Apostoł Piotr pisał, że jesteśmy jak żywe kamienie, a Pan chce je włożyć w odpowiednie miejsca. Jest kilka takich porównań, które zostały zastosowane w Biblii (ciało, Oblubienica, budowla). Wszystkie służą po to, by nam pokazać, że to Jezus "wkłada" każdego z nas w odpowiednie miejsce! Ciało jest organizmem karmionym przez Pana. I o tym trzeba pamiętać.

"Jeśli Pan domu nie zbuduje, próżno trudzą się ci, którzy go budują" [Ps. 127:1]. "Bo któż to jest Apollos? Albo, któż to jest Paweł? Słudzy, dzięki którym uwierzyliście, a z których każdy dokonał tyle, ile dał mu Pan. Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg. A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost (...) albowiem (...) wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście" [I Kor. 3:5-9].

Naszym zadaniem nie jest dodawanie czegoś nowego, ale przyjmowanie tego, co Pan chce dać. A On dał wszystko, co jest niezbędne do życia i pobożności. Nie tylko dla każdego z nas [II Tym 3:16]. On również daje wszystko, co jest potrzebne Kościołowi do wzrostu. Nic więcej. Niestety dzisiaj mamy coraz więcej takich ludzi, którzy przychodzą i mówią, że mają nowe rzeczy, nowe pomysły, nowe objawienia na temat tego, jak Kościół powinien funkcjonować. I to są rzeczy niebezpieczne dlatego, że przeczą temu, co powiedział Pan - że On będzie karmił i to, co On da, wystarczy.

W Ef. 4:1-7 czytamy:

"(...) Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starajac sie zachować jednośc Ducha w spójni pokoju; jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. A każdemu z nas dana została łaska według miary daru Chrystusowego..."

Zobaczcie, że napisane jest tutaj, że jedyne co mamy zrobić to zachować. To jest bardzo interesująca rzecz (werset 3) "(...) starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju (...)." W oryginale jest napisane, żeby gorliwie strzec jedności Ducha w spójni pokoju.

Każdy człowiek wywołany ze świata otrzymuje Ducha Świętego, gdy się nawraca. I w tym momencie jest odrodzony. Narodzony z Ducha Bożego. I wchodzi wtedy (czy też inaczej - może zobaczyć) Królestwo Boże. W tym samym liście (Ef 1:13-14) apostoł Paweł pisze tak: "(...) W Nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, któregy jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej, ku uwielbieniu chwały jego (...)."

Każdy człowiek odkupiony, każdy człowiek wywołany ze świata został zapieczętowany Duchem Świętym i jest własnością Chrystusa. Każdy z nas, odrodzonych (mówię do tych, którzy się nawrócili, przyjęli Ducha Świętego, wiedzą o tym, że są zbawieni) każdy z nas ma pieczęć Ducha Świętego. I ta pieczęć jest dokładnie taka sama. Nasz Pan jest dokładnie taki sam. mamy jedną wiarę, jednego Pana, jesteśmy w jednym Ciele, mamy jeden chrzest. Ponieważ mamy zachować jedność Ducha w spójni pokoju to znaczy, że ta jedność Ducha jest dana Kościołowi. O jedność Ducha nie trzeba się starać, żeby ją wyprodukować. I to jest cały ból tzw. "ekumenizmu". Ci ludzie starają się wyprodukować jedność, której wyprodukować się nie da. Dlatego, że oni chcą wytworzyć jednośc widzialną podczas, gdy Bóg dał Kościołowi jedność Ducha. To jest jedność niewidzialna, ale ona istnieje. Dlatego mamy jednego Pana, jeden chrzest, jedną wiarę.

Być może pomyślicie: ale przecież w Kościele jest tyle odłamów, tyle grup itd. To prawda, lecz istnieje tzw. nauka apostolska, która jest fundamentem, podstawą wszystkiego, w co wierzymy. I nawet jeśli różnimy się w szczegółach, które nie powodują zachwiania tego, co jest najważniejsze - to nic. Istnieje nauka apostolska - to jest fundament, czyli jedna wiara. W 3 wersecie Listu Judy czytamy nawet, żeby o taką wiarę walczyć, bo ona została raz przekazana świętym. RAZ i nigdy już nie została powtórzona ani zmieniona.

Jeden: jeden Bóg, jeden Ojciec - to wszystko jest jedno. Dlaczego? Bo jest jedno Ciało. I jednemu Ciału została dana jednorodna wiara, jednorodna nauka, jeden chrzest i jeden Pan. I dalej w 4 rozdziale czytamy od 11 wersetu:

"(...) I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości i dorośniemy do wymiaru pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauk przez oszustwo ludzkie i przez podstęp prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy będąc szczerymi w miłości wzrastali pod każdym względem w Niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości (...)."

Kontekst mówi o Kościele powszechnym. Jezus ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami a innych ewangelistami i nauczycielami po to, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego. Werset 11 mówi o ludziach, którzy zostali wyznaczeni po to, aby przygotować świętych do budowania Kościoła. W pewnym momencie święci zostali przygotowani do budowania Kościoła. Został założony fundament i teraz na nim następne pokolenia budują Kościół. I ci ludzie, którzy byli na początku apostołami, prorokami, ewangelistami, pasterzami i nauczycielami i zakładali fundament w postaci nauki apostolskiej, której kamieniem węgielnym jest Chrystus Jezus. Tacy ludzie się już nie powtórzą.

Na fundamencie, który oni zbudowali, następne pokolenia zaczęły budować Kościół. A w następnych pokoleniach również są ludzie, którzy są apostołami, tylko nazywają się inaczej, nieco skromniej - misjonarzami. Zakładają Kościoły, nauczają, prorokują, są pasterzami. Uczą następne pokolenia, które budują Kościół, tyle że następne pokolenia nie zmieniają nigdy fundamentu. Bo fundament jest założony raz na zawsze i zmienić go nie można. Dlatego właśnie nauki apostolskiej nie da się już zmienić, ani nic do niej dodać. A jeżeli ktoś przyjdzie do was i powie, że jest nowym apostołem, który jest nowym fundamentem, albo będzie zmieniać fundament - to mu nie wierzcie! Ponieważ Kościół został zbudowany na fundamencie apostołów i proroków. I to jest czas przeszły, DOKONANY. Już został zbudowany. Fundamentu się nie zmienia.

Jeżeli będziemy się prawidłowo odnosili do tego, co oni założyli, czyli do fundamentu, który został położony, to będziemy dochodzić do jedności poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości. Nie będziemy już dziećmi miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie. Przez oszustwo tych, którzy mogą przyjść i powiedzieć: "nie, tak nie było". Ale jeżeli będziemy szczerzy w miłości (15 werset) to będziemy wzrastać pod każdym względem w Niego, który jest Głową, w Chrystusa.

Tu jest ciekawa rzecz: w 15 wersecie (w oryginale) jest napisane, żebyśmy mówili sobie prawdę w miłości. To jest niby drobiazg, ale zobaczcie że Kościól, który jest ciałem (16 werset), jest spojony i związany przez wszystkie wzajemnie zasilające się stawy. Ludzie, którzy przestają sobie mówić prawdę w miłości, którzy przestają być przed sobą jawni, przejrzyści - zaczynają się od siebie oddalać. I to jest normalne. Jeżeli ciało ma być spojone i związane przez wszystkie wzajemnie zasilające się stawy, a te zaczynają sie powolutku od siebie oddalać, to w pewnym momencie się rozpadną.

Dlatego Kościół jako ciało nie może sobie pozwolić na fałsz, na kłamstwo, na ukrywanie pewnych rzeczy, ponieważ rozpadnie się, bo jego stawy przestaną funkcjonować. Bo nie będzie sobie mówił (Kościół) prawdy w miłości. Dlatego apostoł Paweł mówi: Mówcie sobie prawdę ale jednocześnie miłujcie się. Bo można komuś powiedzieć prawdę bez miłości i można mu tym zrobić krzywdę. Można go również "miłować" nie mówiąc mu prawdy. Tylko jaka to jest miłość? W I Kor. 13:6 czytamy, że prawdziwa miłość Boża współweseli się z prawdy. Więc jeżeli siebie nawzajem oszukujemy czy okłamujemy to znaczy, że nie mamy miłości w stosunku do siebie nawzajem. W 16 wersecie mówimy już o ciele spojonym i związanym przez wszystkie wzajemnie zasilające się stawy. Jeśli mają się zasilać, to powinny być złączone.

Wróćmy teraz do 12 rozdziału I Listu do Koryntian. Jest to znany wszystkim fragment o Kościele jako Ciele.

"(...) A co do darów duchowych, bracia, nie chcę, abyście byli nieświadomi rzeczy. Wiecie, iż, gdyście byli poganami, do niemych bałwanów szliście, jak was prowadzono, dlatego oznajmiam wam, że nikt, przemawiając w Duchu Bożym, nie powie: Niech Jezus będzie przeklęty! I nikt nie może rzec: Jezus jest Panem, chyba tylko w Duchu Świętym. A różne są dary łaski, lecz Duch ten sam. I różne są posługi, lecz Pan ten sam. I różne są sposoby działania, lecz ten sam Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich.

A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu pożytkowi. Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu, inny dar uzdrawiania w tym samym Duchu. Jeszcze inny dar czynienia cudów, inny dar rozróżniania duchów, inny różne rodzaje języków , inny wreszcie dar wykładania języków. Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie jak chce. (...)"

Istnieją pewne układy (może pamiętacie z lekcji biologii), które obejmują całe ciało aż po koniuszki palców. Np. układ krwionośny powoduje ukrwienie wszystkiego. Naczynia krwionośne sięgają wszędzie. Mamy też układ nerwowy, który sięga wszędzie i jeżeli przestaniemy np. czuć nasz palec, wtedy widzimy to dokładnie. Czuliśmy palec, a teraz jakby go nie było.

Istnieje też tzw. układ immunologiczny, czyli inaczej odpornościowy. Coś, co sprawia, że ciało może walczyć z chorobą. Układ ten jest obecny w całym ciele. Duch Święty działa w całym Ciele. Możemy porównać działanie Ducha Świętego do takich układów, które działają w całym ciele.

Jeżeli przyjrzymy się układowi nerwowemu, to widzimy, że komórki są połączone ze sobą, a każda z nich pozostaje w łączności z głową. Tam znajduje się centrum decyzyjne. Stąd wypływają wszystkie rozkazy. Dlatego, gdy np. zranimy się w palec, to informacja o tym jest przekazywana najpierw do głowy (w czasie kilku milisekund), a dopiero potem od głowy wychodzi rozkaz, co z tym zrobić. Nie odwrotnie! To nie jedna ręka nakazuje drugiej ręce, żeby opatrzyła ranę. Nie! Najpierw informacja musi dojść do centrum decyzyjnego i wtedy głowa mówi "teraz opatrujemy". Dokładnie tak jest w Kościele. Dlatego zaraz będziemy czytać, że jeżeli cierpi jeden członek to cierpią wszystkie członki. Bo głowa zarządza. Jeżeli każdy z nas ma relację z Jezusem, wtedy całe Ciało będzie funkcjonować prawidłowo. Jeżeli nie mamy relacji z Jezusem to tak, jakby ten układ nerwowy zaczął pracować wadliwie. Ciało zaczyna chorować.

Istnieją różne rodzaje chorób. Jeżeli układ nerwowy zaczyna funkcjonować źle, może pojawić się paraliż niektórych części ciała. Jeżeli układ krwionośny zaczyna źle działać, to oznacza, że coś, co moglibyśmy porównać do życia w Kościele, przestaje krążyć w niektórych partiach ciała. I co wtedy się dzieje? Niedokrwienie. Niektóre części ciała zaczynają drętwieć. To, czym sprawnie władaliśmy do tej pory, przestaje normalnie funkcjonować. Nie ma właściwego ukrwienia. Dlatego każdy z nas musi mieć taką relację z Panem, żebyśmy stanowili dobrze ukrwiony fragment ciała. Dlatego możemy mówić o Kościele wiele rzeczy, nawet najmądrzejszych ze Słowa Bożego, ale nic z tego nie wyniknie, jeżeli każdy z nas nie będzie miał relacji z Jezusem.

Jeżeli każdy z nas nie będzie kochał Pana z całego swojego serca, nie będzie miał relacji z Nim żywej, wtedy mówimy do martwych członków. Ciągnąc dalej to porównanie - byli już tacy którzy z martwych członków usiłowali zszyć ciało i tchnąć w nie życie. Pamiętacie takiego naukowca? Jak on się nazywał? Frankenstein. Miał martwe członki, zszył i usiłował tchnąć w nie życie. Jeżeli mamy martwe członki Kościoła i spróbujemy je zszyć, a potem na swoją modłę tchnąć w nie życie, to utworzymy potwora, który będzie zabijał. Wydaje się niektórym ludziom że tworzą Kościoły, podczas gdy naprawde są to martwe członki zszyte z sobą. I tchnięto w nie życie, które pochodzi od człowieka - instytucjonalne, jakieś dziwne. Tworzą się potwory, które idą na cały świat i zabijają innych.

To nie jest ciało... (12 werset i dalej) "(...) Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż jest ich wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem.

Albowiem i ciało nie jest jednym członkiem, ale wieloma. Jeśliby rzekła noga: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała; czy dlatego nie należy do ciałą? A jeśliby rzekło ucho: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała, czy dlatego nie należy do ciała? Jeśliby całe ciało było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Tymczasem Bóg umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał. A jeśliby wszystkie były jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? A tak członków jest wiele, ale ciało jedno.

Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie potrzebuję ciebie; albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Wprost przeciwnie: Te członki ciała, które zdają się być słabszymi, są potrzebniejsze, a te, które w ciele uważamy za mniej zacne, otaczamy większym szacunkiem, a dla wstydliwych członków naszych dbamy o większą przyzwoitość, podczas gdy przyzwoite członki nasze tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował ciało, iż dał pośledniejszemu większą zacność, Aby nie było w ciele rozdwojenia, lecz aby członki miały nawzajem o sobie jednakie staranie.I jeśli jeden członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki; a jeśli doznaje czci jeden członek, radują się z nim wszystkie członki. WY ZAŚ JESTEŚCIE CIAŁEM CHRYSTUSOWYM, A Z OSOBNA CZŁONKAMI."

Wróćmy do pojmowania Kościoła. Człowiek, który nie zmienił myślenia w tym zakresie (czyli rozumie Kościół tak jak wtedy, gdy np. był jeszcze katolikiem) myśli instytucjonalnie tzn. wchodzi do kościoła, widzi pastora, starszych czy kogoś jeszcze i momentalnie przekłada to na hierarchię, do której był przyzwyczajony wcześniej. Czyli siada gdzieś z tyłu i mówi sobie: "Właściwie pastor, to tak jak ksiądz i inni to hierarchia, którą kiedyś widziałem". On to ma w głowie. Gdyby w tej chwili ktoś wam powiedział, że tak myślicie, to byście się z tym nie zgodzili. Niektórzy mogliby się nawet obrazić za takie insynuacje.

Ale czasem nasze działanie pokazuje, że tak naprawdę jest. Bo wszystkioe członki ciała są odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie. Każdy za swoje. Bóg umieścił członki w ciele każdy z nich tak, jak chciał. Czyli ja jestem w ciele powszechnym, wy jesteście w ciele powszechnym. To jest tak zwany Kościół powszechny. Wy tu jesteście ciałem lokalnym, budujecie tutaj jeden Kościół. Na miejscu. Teraz każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co Bóg mu polecił. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoją służbę, za swoją relację z Bogiem. I jeżeli ona będzie prawidłowa, to całe ciało będzie prawidłowo funkcjonować. Każdy z nas jest odpowiedzialny za wzajemną miłośc między członkami. Gdy będziemy tego pilnować, ciało będzie funkcjonować prawidłowo. Dlatego mamy sobie mówić prawdę w miłości. Dlatego mamy dbać jeden o drugiego, dlatego też nie ma czegoś takiego, jak "lepsze" członki, "gorsze" członki. Nie można mówić komuś: "Ja nie jestem członkiem tego Kościoła, ponieważ nie jestem taki, jak np. Jasiu, albo Agata". Błąd. Złe myślenie. My poprostu czasem patrzymy na to wszystko w taki sposób, że chcielibyśmy być wyżej. Chcielibyśmy mieć zacniejszą funkcję. Byłoby nam lepiej, wygodniej. A tymczasem w ciele jest tak, że te, które uważamy za mniej zacne, otaczamy większym szacunkiem. I nie wolno myśleć, że istnieje ktoś "wyżej" lub " niżej". Że istnieje hierarchia, szczeble. Ci są bardziej godni, tamci są mniej godni. To jest fałszywe, hierarchiczne pojmowanie Kościoła. I to należy zmienić.

Jeżeli ktokolwiek myślał do tej pory, że w Kościele są ważniejsi i są mniej ważni, to powinien za to Boga przeprosić. Jeżeli ktokolwiek zazdrości swemu bratu służby, albo tzw. stanowiska - powinien Boga za to przeprosić. Wiecie dlaczego? Dlatego, że w Nowym Testamencie wogóle nie ma czegoś takiego, jak pojęcie urzędu, stanowiska, hierarchii. NIE MA! Jest tylko służba. Wyobraźcie sobie, że to, co jest napisane tutaj przetłumaczono jako "biskup", a woryginale to jest "episkopos". Czyli "doglądający trzody". A kto to jest prezbiter, czy prezbiteros? To jest starszy - starszy w wierze, w dojrzałości. To są wszystko ludzie, którzy mają konkretne funkcje w Kościele. W Kościele istnieją funkcje, a nie urzędy.

Okazuje się, że Nowy Testament tłumaczyli niestety ludzie, którzy też są w hierarchii i oni pewne rzeczy przetłumaczyli zgodnie z hierarchicznym sposobem myślenia. Napisali "biskup, zarządzający" - a tymczasem w oryginale jest "doglądający, usługujący". Pan Jezus mówi, że ten kto chce być pierwszy, będzie ostatni. I w Kościele nowotestamentowym jest tak, że Bóg wyposaża ludzi w konkretne autorytety. A to co robi Bóg, jest niepodważalne. Żywe ciało jako całość przyjmuje Jego wolę, widzi, odbiera w Duchu Świętym. Wtedy nie ma problemu. Wtedy człowiek obdarzony autorytetem będzie go miał. I nikt nie jest w stanie mu go odebrać. Ponieważ dostał go od Boga a nie od człowieka. Jeżeli ktokolwiek będzie się chciał przeciwko temu autorytetowi sprzeciwić, będzie miał do czynienia z Bogiem, a nie z człowiekiem. Przypomnijcie sobie Mojżesza. On był człowiekiem, który nie miał z tym najmniejszego problemu. Był spokojny. Jak ktoś zaczynał przeciwko niemu występować, to on zaczynał się już o tego człowieka modlić. Bo Mojżesz wiedział, że buntownik będzie miał problemy. Nie dlatego, że Mojżesz miał urząd, ale dlatego, że miał dany przez Boga autorytet.

Żeby przestawić sposób myślenia z instytucjonalnego na biblijny, trzeba trochę odwagi. Trzeba mniej więcej takiej odwagi, jaką mają dzisiaj siostry przekonane w sercu do posłuszeństwa wobec Słowa i nakładające nakrycie na głowę. To jest zupełnie "pod prąd"! Współczesnym wierzącym się wydaje, że mogą naginać Pismo do życia, zamiast życie do Pisma. A potem okazuje się, że posłuszeństwo Słowu Bożemu w Kościele czasem wymaga odwagi. W Kościele, a nie tylko w świecie! Zmiana myślenia o Kościele wymaga odwagi. I wtedy, gdy tą odwagę wykażemy, kiedy powiemy: "Myśleliśmy do tej pory, że jest inaczej, byliśmy przyzwyczajeni do hierarchii, liturgii, kibicowania garstce zaangażowanych osób i tak naprawdę w głębi serca traktowaliśmy Kościół tak, jak to robiliśmy przed nawróceniem."

Jeśli to się zmieni, wtedy zaczniemy przyjmować pokarm od Głowy. Zacznie się to, o czym sam Pan Jezus mówił. Że będzie pielęgnował, będzie karmił. A jeżeli chcecie sami się karmić, sami się pielęgnować, proszę bardzo. Tylko trudno nazwać to Kościołem. Trudno, żeby to się rozwijało w określony sposób. Bo co z tego, że ludzie którzy próbują sami się karmić, sami się napędzać, budują wielkie programy, gromadzą fundusze. Co z tego, że przychodzi tam coraz więcej ludzi. Co z tego, że budują coraz większe budynki? Pozostaje pytanie o jakość. Czy to jest jakość Boża? Jakość żądana przez Jezusa? Czy takie Ciało rzeczywiście "trzyma się głowy, [a] odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie wzrostem Bożym" [Kol. 2:19]?

Chciałbym teraz powiedzieć o trzecim układzie, tzw. immunologicznym. O tym układzie, który walczy z chorobą w ciele. Również w tym zakresie istnieje podobieństwo do zasad funkcjonowania Kościoła. Ciało Chrystusa może chorować [można nawet powiedzieć, że bywa chorowite!] i zostało wyposażone przez Boga w układ odpornościowy, zwalczający chorobę. Układ ten bywa jednak blokowany. Czy wiecie, co to jest AIDS? Kojarzycie prawda? Jest to zespół nabytego braku odporności. Wirus HIV, który wywołuje tę chorobę sprawia, że zaatakowany organizm przestał się bronić przed jakimkolwiek zakażeniem. Człowiek chory na AIDS może umrzeć np. na grypę. Tak naprawde, każde zakażenie jest dla niego śmiertelnie niebezpieczne. Dlaczego? Ponieważ organizm przestał się bronić!

Ciało (w sensie Kościoła) ma możliwość obrony przed chorobą. I jest to możliwość, która powinna istnieć w caym ciele. Chorobą toczącą Kościół jest grzech! A układem odpornościowym jest prawidłowy stosunek Ciała Chrystusowego do grzechu.

Porównajmy organiczną ilustrację z jej duchowym odpowiednikiem. W jaki sposób człowiek może zarazić się wirusem HIV i zapaść na AIDS? Najczęściej zarażenia następują z dwóch przyczyn: albo w wyniku przyjęcia zażonej krwi, albo w wyniku nierządu. Kościół, który choruje na duchowy rodzaj AIDS albo przyjmuje zakażoną krew, albo popełnia nierząd. I wtedy przestaje się bronić przed chorobą - stosunek do grzechu w Kościele zaczyna być bardzo liberalny. Powstaje taka dziwna sytuacja, że już nie wiadomo, w którym miejscu kończy się Kościół, a zaczyna świat wewnątrz Kościoła. Taki Kościół może umrzeć na jakakolwiek chorobę, która go toczy.

W I Kor. 5:7-13 apostoł Paweł pisze bardzo wyraźnie o "przaśności".

"(...) Usuńcie stary kwas, abyście się stali nowym zaczynem, ponieważ jesteście przaśni; albowiem na naszą wielkanoć jako baranek został ofiarowany Chrystus. Obchodźmy więc święto nie w starym kwasie ani w kwasie złości i przewrotności, lecz w przaśnikach szczerości i prawdy.

Napisałem wam w liście, abyście nie przestawali z wszetecznikami; ale nie ,iałem na myśli wszeteczników twgo świata albo chciwców czy grabieżców, czy bałwochwalców, bo inaczej musielibyście wyjść z tego świata. Lecz teraz napisałem wam, abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali. Bo czy to moja rzecz sądzić tych, którzy są poza zborem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, którzy są w zborze? Tych tedy, którzy są poza nami, Bóg sądzić będzie. Usuńcie tego, który jest zły, spośród siebie (...)"

Pierwotny Kościół miał bardzo konkretny stosunek do świata i do grzechu. I dlatego potrafił dość długo opierać się napływowi złej krwi oraz nierządowi. Natomiast współczesny Kościół już się temu nie opiera.

W II Tym. 2:15-19 czytamy:

"(...) Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy (...)"

I to jest lekarstwo: należyte wykładanie prawdy!

"(...) A pospolitej, pustej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność a nauka ich szerzyć się będzie jak zgorzel (...)"

Tutaj w oryginale jest napisane gangrena.

"(...) Do nich należy Hymeneusz i Filetos, którzy z drogi prawdy zboczyli powiadając, że zmartwychwstanie już się dokonało, przez co podważają wiarę niektórych. Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć w sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, który wzywa imienia Pańskiego (...)"

Gangrena to choroba, która się pojawia, gdy ciało zostaje zakażone. Wnika w jego "układ krwionośny" fałszywa nauka (jak ta głoszona przez wyżej wymienionych panów). Jeżeli się tego szybko nie wyleczy, to pozostaje amputacja. Dlatego właśnie Kościół nie może sobie pozwolić na to, żeby układ nerwowy, krwionośny albo odpornościowy zostały zniszczone. "(...) Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami (...)". Jeżeli nasze myślenie na temat Kościoła do tej pory było związane z hierarchią - to możliwe, że np. 3, 4 czy 5 osób tak naprawdę ciągnęło pracę całego zboru. (Ja nie wiem jak jest u was). Zwykle niestety tak jest, że kilka osób robi prawie wszystko. A cała reszta się przygląda.

Jeśli tak jest, to prawdopodobnie następuje osłabienie któregoś z tych układów, bo np. krew nie dopływa do wszystkich, albo do większości członków. Wtedy one zaczynają drętwieć. Trzeba je wlec za sobą tak, jak zdrętwiałą nogę. Druga noga pracuje za dwie, aby ciało mogło się poruszać. Jest to objaw złego myślenie w Kościele. Jeżeli relacja osobista jego członków z Panem nie jest właściwa, to oznacza, że układ nerwowy zaczął źle funkcjonować. Pojawia się paraliż niektórych członków. Gdy ktoś komuś zazdrości, gdy ktoś myśli, że inny jest ważniejszy, albo mniej ważny to (pomijając, że do tej pory błędnie rozumował) może się okazać, że jest zatruty. Może być to zatrucie błędną nauką. Może to być zatrucie jego serca.

Jeśli chcemy żeby Kościół funkcjonował prawidłowo to zawsze zaczyna się od podstawowej rzeczy: widzę błąd, zauważyłem grzech, zostałem przekonany, idę do Pana, pokutuję. Odwracam się i błagam Go o to, żeby mi pokazał jak mam pojmować Kościół. Jak mam Być bliżej Niego, jak mam funkcjonować jako żywy członek ciała.

Amen.