Chciałabym podzielić się z Wami świadectwem mojego nawrócenia...

Nie usłyszałam Ewangelii od jakiegoś ewangelicznego chrześcijanina, nie „wyszłam do przodu” podczas nabożeństwa na wezwanie kaznodziei, nie znałam żadnych chrześcijan i z pewnością nie szukałam Boga, lecz On mnie jakoś znalazł i to w najtrudniejszej dla mnie chwili. Moje narodzenie jako chrześcijanki trwało dłuższy czas i trudno wskazać moment, w którym prawdziwie uwierzyłam i zaczęłam naśladować Jezusa (podążać za Jezusem). Do pełnego zrozumienia dochodziłam na przestrzeni wielu miesięcy, przeżywając wiele pomniejszych objawień, których kulminacją było spotkanie z Panem, o czym później.

Już na wczesnym etapie poszukiwania prawdy zdałam sobie sprawę, że trwa jakaś kosmiczna partia szachów, jakaś kampania przeciwko Bogu, Chrystusowi i ludziom wierzącym w Boga (Żydom i chrześcijanom, lecz nie przeciw wyznawcom żadnej z fałszywych religii) – że toczy się walka o nasze dusze. Stąd toczy się kampania oszczerstw w stosunku do chrześcijaństwa w mediach, pop-kulturowa rozrywka szydząca z Chrystusa, Krzyża i z Ewangelii, która jest obrazą dla ludzkości.

Dopiero po jakimś czasie w pełni zrozumiałam Ewangelię i upamiętałam się – można by powiedzieć, że był to poród pośladkowy – zamiast uznania własnego grzechu i aktu wiary nastąpiło coś, co miało odwrotny kierunek. Przez długi czas martwiłam się nawet, że moje nawrócenie nie było prawdziwe (tak naprawdę nie narodziłam się na nowo). Że przyjęłam intelektualnie pewne poglądy o Bogu, lecz On sam jest daleko od mojego serca... brakowało tutaj smutku i skruchy na samym początku.

Zamiast tego, Bóg zabrał mnie na pełną przygód przejażdżkę niczym „górską kolejką”, podczas której doszłam do prawdziwego duchowego przebudzenia, ujrzałam prawdziwy stan tego świata, stan własnego serca i zamysły rządzących elit. Bóg pokazał mi, w jaki sposób szatan zwodzi cały świat, odwodząc od prawdy na temat zrodzenia z Ducha i dziedzictwa, jakie z niego wynika. W ten sposób moje więzy z doczesnością zaczęły słabnąć, a zamiast nich pojawiło się umiłowanie i odczuwanie tego, co w górze, zamiast umiłowania spraw tego świata.

Moje pasje i pragnienia stopniowo kierowały się coraz bardziej ku Bogu i poszukiwaniu prawdy. Zobaczyłam, w jaki sposób pop-kultura, telewizja i przemysł rozrywkowy (kierowany przez Iluminatów) został zaprojektowany do prania mózgów oraz indoktrynacji mas, niszcząc w społeczeństwie wszelkie poczucie moralności. Teraz przyjęłam biblijny światopogląd i błogosławioną nadzieję, jaką jest Jezus. Dano mi nową parę duchowych oczu, żebym mogła widzieć! Naśladuję mojego Pana - Wcielonego Boga, który za mnie umarł.

Opowiem o niektórych spośród wielu moich zaskakujących obserwacji, skojarzeń i momentów zwrotnych na drodze do wiary oraz o tym, jak blisko podeszłam do zwiedzenia pod nazwą „new age” – szerokiego ruchu charakteryzującego się alternatywnym podejściem do tradycyjnej kultury Zachodu. Interesowałam się duchowością, wschodnim mistycyzmem, holistycznym podejściem do życia i wieloma innymi prądami zapoczątkowanymi na Zachodzie w latach 60-tych: pokój, miłość, samouwielbienie, jedność, wyższa jaźń, osiąganie wyższych poziomów duchowych, oświecenie ku uświadomieniu własnej boskości – w królestwie szatana to są stare sztuczki!

Właśnie w trakcie poszukiwania prawdy, pośród zamętu, dezinformacji, fałszywych nauk, fałszywej duchowości, natrafiłam w internecie na kilka chrześcijańskich świadectw i artykułów cytujących Biblię jako nieomylne Słowo Boże, które w tej strasznej ciemności były dla mnie niczym światło, prowadzące do ratunku przed masowym, zaplanowanym zwiedzeniem.

Jak to się wszystko zaczęło?

Korzeniem moich problemów było to, co u wszystkich jest częstym problemem: Strach. Szukałam uzdrowienia. Od dawna cierpiałam w związku z wypaczonymi wzorcami myślenia, brakiem poczucia bezpieczeństwa, lękiem przed porażką i tak zwanymi samo-spełniającymi się proroctwami. To wszystko towarzyszyło mi od dzieciństwa, a potem zostało pogłębione przez okazjonalne upijanie się i nadużywanie narkotyków w wieku nastoletnim. Efektem strachu był brak poczucia własnej wartości, co miało katastrofalny wpływ na moją karierę zawodową, relacje z otoczeniem i wreszcie rozbicie krótkotrwałego małżeństwa.

Byłam wycieńczona i czasem wybuchałam gniewem skierowanym przeciwko sobie samej, co rozpalało wewnętrzną frustrację. Strach wiedzie prostą drogą ku ciemnej stronie. Wywołuje gniew. Gniew rodzi nienawiść. Nienawiść prowadzi do cierpienia. Byłam rozstrojona i potrafiłam nienawidzić z byle powodu. Miałam wszystko, co „świat” mógł mi zaoferować: Dom, męża i dobrą pracę jako projektantka wnętrz, lecz mimo to czułam się nieszczęśliwa w tym bezsensownym świecie pełnym niesprawiedliwości i problemów. Miałam w sercu dziurę, którą mógł zapełnić tylko Bóg, i nie wiedziałam o tym. Teraz rozumiem zniszczenie poczynione przez grzech i to, jak on nas oddziela nie tylko od świętego Boga, ale i od siebie nawzajem. Widzę, że bez panowania Chrystusa w naszym małżeństwie nie mieliśmy szans w społeczeństwie, gdzie towar lekko zużyty szybko wyrzuca się do kosza.

W końcu zamieszkałam u Mamy. Załamana emocjonalnie, czując coraz większy wstręt do siebie samej, odrzucona przez grono znajomych próbowałam się ratować narkotykami, alkoholem, szukaniem męskiej akceptacji, imprezowaniem aż do utraty świadomości z przepicia. Coraz bardziej pogrążałam się w smutku, poczuciu wstydu i kolejnych cyklach użalania się nad sobą. Nie byłam w stanie sama siebie naprawić.

Znów zwróciłam się ku przemysłowi samopomocy, co naturalnie skończyło się wejściem w różne terapie holistyczne. Nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie zaczynam się nurzać w duchowym zwiedzeniu, okultyzmie i czarach! Nie miałam jakichś ugruntowanych poglądów na temat życia po śmierci, a już z całą pewnością na temat piekła, ponieważ byłam już zindoktrynowana przez „nauczanie” w telewizyjnych programach o zjawiskach paranormalnych.

Pewna równie nieświadoma znajoma – niepraktykująca irlandzka katoliczka obsesyjnie oddana wróżbiarstwu i stawianiu tarota - zaprosiła mnie na doroczną konferencję w Londynie pod hasłem „Umysł, ciało i duch”, gdzie oferowano cały szereg terapii i warsztatów. Poszłam tam i wzięłam udział w zajęciach pod tytułem „Cienie, które zmieniają” prowadzonych przez Jamiego Catto. Dopiero potem dowiedziałam się (śledząc jego wpisy na facebooku i kojarząc fakty), że on należy do Iluminatów i że założył popularną w latach 90-tych grupę rockową „Faithless”, a jednym z jej przebojów był utwór „Bóg jest DJ-em” promujący bałwochwalstwo.

Niedługo potem nawiązałam kontakt z dawną znajomą, która kiedyś „rekreacyjnie” brała narkotyki, ale teraz jej życie się zmieniło. Przestała pić, była pełna miłości własnej i samoakceptacji. Zaczęła się inaczej ubierać, miała jakiegoś mentora i opowiadała o szamanizmie i „napoju bogów” lub inaczej „wyzwalaczu świadomości” pod nazwą ayahuasca. Wzięłam udział w jednej z ceremonii inicjacyjnych z użyciem ekstraktu z surowego kakao i czekolady w pewnej sali w Isligton, gdzie wraz z innymi wyznawczyniami „new age” ubranymi w haremowe spodnie i pióra rozprawiałyśmy o powietrzu, ogniu i wodzie. Zastanawiałam się, jak można pląsać w takim stroju przez dwie godziny bez „dopalacza” w postaci alkoholu? Jakoś dałam radę, ale stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie.

Później wybrałam się na miasto z grupką ludzi opowiadających o innych praktykach „new age” jak astrologia, święta geometria żargonem, który był dla mnie kompletnie obcy i jakoś czułam, że chyba jednak jestem „z innej bajki”. Niektórzy coś wspominali o jakichś złych bytach i odwiedzinach UFO, ale wtedy jeszcze nie rozumiałam, o co chodzi. TERAZ już wiem, że oni się szeroko otwierali na wpływ demonów przez okultystyczne praktyki stosowane w ruchu „new age”.

Wprawdzie nie zagłębiałam się w teozofię jako taką i w tym towarzystwie byłam outsiderem (czułam się obco), to jednak myślę, że szukałam w tym wszystkim po prostu pokoju i radości. Idąc za ich radą zainstalowałam sobie na telefon różne aplikacje dotyczące medytacji oraz pomocne w osiąganiu odmiennych stanów świadomości, co poprowadziło mnie do kanałów na youtube propagujących sterowaną medytację transcendentalną. Wcześniej uważałam, że youtube służy wyłącznie do oglądania filmików o słodkich zwierzątkach domowych i kursów gotowania. Stanowczo odradzam odwiedzanie „ciemnej strony internetu”, bo w wyniku tego błędu nastąpił u mnie największy szok, a potem brutalne przebudzenie po dłuższym nurzaniu się we wszelkiej maści zwiedzeniach. W mieszance prawdy i kłamstwa.

W tym okresie nie pracowałam zawodowo i mogłam sobie pozwolić na spędzenie sześciu bitych tygodni „idąc w głąb króliczej nory” (jak Alicja w Krainie Czarów) przez 18 godzin dziennie, siedząc w internecie przez całe noce oblana zimnym potem i próbując przebudować swój paradygmat. Weszłam w krainę teorii spiskowych czy też ludzi poszukujących prawdy. Badałam tematy Iluminatów, manipulowanych wydarzeń w rodzaju ataku z 11 września, UFO, spotkań z kosmitami, smug kondensacyjnych na niebie, starożytnych cywilizacji, zigguratów, piramid, gigantów, okultyzmu, propagandy, grup typu Monsanto czy Bilderberg, FED, Rotszyldów, elitarnych spotkań w Bohemian Grove, przemysłu farmaceutycznego, szczepionek, tajnych stowarzyszeń, fluoryzacji, operacji „Paperclick”, Agendy 21, projektu bluebeam – „przerobiłam” dosłownie wszystko. I okazało się, że te wątki wszystkie są ze sobą powiązane. Ku memu zdumieniu okazało się, że poza Hollywood i „Kodem DaVinci” Dana Browna rzeczywiście istnieją aniołowie, demony oraz Iluminaci! Że ewolucjonizm jest kłamstwem, że nie ma żadnych „brakujących ogniw” i że te, które zostały odkryte, okazały się sfałszowane.

Przez tych sześć tygodni niemal nie wychodziłam z domu, bo tak jest, gdy już zaczniecie budować sobie jakiś obraz, widzieć kolejne elementy układanki, łączyć nici kolejnych wątków i rozumieć to, co się dzieje dookoła, odsiewając prawdy i półprawdy od kłamstw. Ale jak to zrobić bez Słowa Bożego? To niemożliwe. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, więc zaczęłam oglądać wykłady Davida Icke'a (medium kanalizujące „duchowych przewodników”) i znowu wszystko mi się zagmatwało.

Rozpaczliwie pragnęłam poznać prawdę i tylko prawdę, oddając temu poszukiwaniu całe serce, cały umysł i robiąc to z całych sił – jak możecie sobie wyobrazić, doprowadziło mnie do psychicznego wycieńczenia różnymi niepokojącymi objawieniami i tym, że nikt nie chciał mi uwierzyć. Z tego powodu całkowicie odizolowałam się od ludzi.

Ze wszystkich teorii konspiracyjnych najbardziej niepokojąca była ta, która pokazuje stowarzyszenie Iluminatów i jego diaboliczne plany zniewolenia ludzkości – globalny spisek gigantycznych rozmiarów. NOWY PORZĄDEK ŚWIATOWY. Budowanie totalitarnego rządu światowego, wprowadzenie ogólnoświatowej religii i jednolitej waluty. Ta dyktatura ma być gorsza od wszystkiego, co ludzkość widziała do tej pory, o czym później dowiedziałam się z biblijnej Księgi Daniela, mówiącej o piątym i ostatnim królestwie lub imperium. Zaniemówiłam z wrażenia. Czyżby te złowieszcze plany elit były opisane w Biblii?! Mój światopogląd został wywrócony do góry nogami. Nie byłam zdolna do pracy. Wszystko, co dotychczas wiedziałam o świecie było jednym wielkim kłamstwem. Rozpaczałam również nad tym, co diabeł mi wykradł, gdy kiedyś jeszcze wierzyłam w Boga będąc małą dziewczynką chodzącą do kościoła. Bardzo pragnęłam jasności i uzdrowienia. Dostrzegałam rozbieżności wśród różnych ludzi szukających prawdy i uświadomiłam sobie, że elity światowe prowadzą kampanię dezinformacji oraz operacje psychologiczne na tłumach znane również pod nazwą kontrolowanej opozycji.

Czułam się tak, jakbym brodziła w gęstej mazi albo jak łosoś płynący pod prąd w górę rzeki, ale mimo to z determinacją parłam do przodu niczym pies, który chwycił kość i ani myślał jej wypuszczać. Docierając do wiary w Boga od złej strony youtube'a nie znajdziecie takich nauczycieli jak Bob Mitchell czy Dave Hunt. Będziecie musieli przebrnąć przez półprawdy para-chrześcijańskich sekt, gdzie czeka was śmiertelna trucizna. Nie czytałam jeszcze wtedy Biblii, więc byłam oszukiwana przez ludzi twierdzących, że jeśli nie modlicie się innymi językami, to nie jesteście w ogóle zbawieni. Musiałam się z tym całym bałaganem w umyśle jakoś uporać.

Równolegle badałam sprawę ayahuaski, czyli wspomnianego „napoju bogów”. Byłam tak smutna i tak bardzo szukałam jakiejkolwiek nadziei, że ubłagałam moją mamę (niechętnie nastawioną wobec tych poszukiwań) o pożyczkę na wyjazd do pewnego szamańskiego centrum w Peru. Byłam aż tak zdesperowana. Przypomniałam sobie rozmowy z wyznawcami „new age” i zbliżenie z podróżnikiem oraz telewizyjnym celebrytą Bruce'm Parrym, którego spotkałam kiedyś na Ibizie kilka lat wcześniej, spędzając z nim popołudnie na niemoralnych zabawach. Oglądałam jego programy podróżnicze „Tribe” i „Amazon” na kanale dokumentalnym BBC, w których pokazywał zwyczaje i rytuały prymitywnych plemion między innymi z użyciem ayahuaski. Poszukałam bieżących informacji na jego temat i oto okazało się, że nadal co roku jeździ odwiedzać tamtejszych szamanów, a wywiady z nim są na bieżąco umieszczane w internecie.

Byłam zdesperowana. Czułam, że utknęłam w miejscu, a poza tym paraliżował mnie strach. Pragnęłam odpowiedzi, oświecenia, pokładając całą nadzieję w tym tak zwanym cudownym uzdrowieniu! Otwarcia trzeciego oka na inne wymiary, na duchowy świat. (Teraz już wiem, że to jest po prostu duchowa inicjacja i przyzywanie demonów). Czytałam i oglądałam jedno świadectwo za drugim, obiecujące zarówno osobiste duchowe doświadczenia jak i zjednoczenie z całym stworzeniem, odczucie boskiej miłości oraz akceptacji stwórcy czy też „świadomości Chrystusowej”, uzdrowienie zranień z przeszłości, emocjonalnej traumy, a także doświadczenia przebywania poza ciałem, wizje i niekontrolowany śmiech (teraz wiem, że to nic innego jak przyjęcie ducha kundalini lub błogosławieństwa z Toronto – jakkolwiek się to nazywa pod różnymi postaciami). Obietnice uzdrawiających przeżyć były tak kuszące, że poświęcałam każdą wolną chwilę, żeby dowiedzieć się o nich więcej – między innymi oglądając słynny dokument pt. „DMT – molekuła duszy”. Wiele świadectw mówiło o spotkaniu twarzą w twarz z demonami, choć szamani tłumaczą, że oni są po to, żeby odpędzać złe duchy i dawać przystęp tylko dobrym. Wiele osób zostało uzdrowionych z nowotworów i depresji, więc uwierzyłam, że mam do czynienia z czymś dobrym. Później dowiedziałam się, że różne (choć nie wszystkie) choroby mogą być wywoływane przez wpływ demonów, a następnie „uzdrawiane” tak, by uwiarygodnić zwiedzenie.

W ten sposób byłam już mentalnie przygotowana do wyprawy w amazońską dżunglę mimo ryzyka związanego z podróżowaniem samotnej kobiety w takich miejscach, z „odjazdami” po zażyciu środków halucynogennych i upokarzającymi reakcjami organizmu (jak wymioty) w obecności grupy ludzi. Myślałam sobie, że jako weteranka brania różnych narkotyków jakoś dam radę. Według świadectw im gorsze przeżycie, tym lepsza odpłata. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest odwaga.

Zarezerwowałam wszystkie bilety na dwa miesiące naprzód i wróciłam do pracy. W ten sposób zaczęło się odliczanie do czegoś, co uważałam za zwieńczenie poszukiwań prawdy.

Kilka tygodni później zaczęło mnie drążyć pytanie czy chrześcijanie powinni zażywać ayahuaskę. Wierzyłam w Chrystusa, lecz w ogóle nie znałam Ewangelii i nie zaczęłam jeszcze wtedy czytać Biblii. Nie spotkałam jeszcze żadnego świadomego chrześcijanina. Wiedziałam o szatańskich planach różnych grup na świecie, ale nie posiadałam zbawczej wiary. W trakcie kolejnych podjętych badań dowiadywałam się coraz więcej na temat ayahuaski. Na przykład na pewnym blogu przeczytałam artykuł pod tytułem „Ayahuasca i moja podróż do piekła”. W innym miejscu dowiedziałam się, że szatan może przybierać postać anioła światłości, że jest mistrzem podróbek i ojcem kłamstwa.

Z kolejnych świadectw zaczął wyłaniać się pewien całościowy obraz, a sztuka związana z ayahuaską była przesycona tematem spotkania z wężem. I wtedy nagle doznałam olśnienia: Wąż, który zwodzi... wow! Było wcześnie rano. Wzięłam do ręki Biblię posiadaną od dzieciństwa, przycisnęłam ją do piersi i zawołałam do Boga tak głośno, żeby dręczące mnie demony mogły to usłyszeć: „Wierzę! Zostałam oszukana, nie zrobię tego!" Następnie wyznałam moje zamysły jako grzech i pokutowałam z nich przed Panem.

„I wybuchła walka w niebie: Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego, lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca w niebie. I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie” (Obj. 12:7-9).

Badałam również zjawisko nazywane przez naukowców „porażeniem przysennym” (ang. sleep paralysis), z którym spotykałam się od dzieciństwa i później – szczególnie podczas gruntownego studiowania w celu zrozumienia okultyzmu, UFO i uprowadzeń przez kosmitów. Niekiedy było ono u mnie nieustające, powodując strach i rozpacz, którym towarzyszyło odczucie czyjejś obecności, wybudzając mnie ze snu. Leżałam wtedy sparaliżowana, a przez moje ciało przebiegały jakieś dreszcze, jakby coś próbowało wyrwać we mnie ducha czy duszę... było to coś jak walka na wycieńczenie między mną a kimś innym. Czasem jakiś demon siedział na krawędzi łóżka, co powodowało, że moje ciało staczało się w jego kierunku. Dwukrotnie słyszałam za dnia głos w mojej głowie – coś jak szept, mówiący: „Kaaatie”.

Zjawisko porażenia przysennego zostało opisane wielokrotnie w różnych kulturach na przestrzeni historii. Być może najsłynniejszym jego przykładem w sztuce jest obraz Henry Fusely'ego „Koszmar nocny” z roku 1781, ukazujący klasyczne jego symptomy. Centralna postać kobiety leży na plecach, na jej piersiach siedzi demon, a w tle widać jakieś dziwne istoty. Wielu uważa ten obraz za największe dzieło tego artysty i uważa się powszechnie, że jest ono pierwszym przedstawieniem porażenia przysennego w malarstwie.

Po obejrzeniu niezliczonych świadectw na youtubie uderzająco podobnych do moich własnych przeżyć i przy braku przekonania, że współczesna religia zwana nauką rzetelnie wyjaśnia ten stan, natrafiłam na świetną stronę internetową www.stopsleepparalysis.org omawiającą istotę zjawiska i podającą sposób na jego przerwanie.

Porażenie przysenne jest znane pod wieloma nazwami – na przykład na Zachodzie jest zwane „syndromem starej wiedźmy”. Niektórzy utrzymują, że ten stan jest powodowany przez „cienie”, „ludzi w kapeluszach” lub inne byty duchowe jak demony. W niektórych przypadkach „porwań przez kosmitów” połączonych z duchowym gwałtem mamy do czynienia właśnie z porażeniami przysennymi. Chris White w swoich książkach, na stronach internetowych i w filmach wyjaśnia jak zrobić to, co dla większości specjalistów od snu jest niemożliwe: pozbyć się porażeń przysennych na zawsze.

Gdy wezwałam imienia Jezusa podczas jednego z takich ataków, więcej już nie wróciły!

Świadoma tego wszystkiego zrezygnowałam z podróży do Peru (tej halucynogennej) i potraktowałam ją jako okazję do podziwiania natury, którą Bóg stworzył, a nie żadne duchowe oświecenie, na które początkowo miałam nadzieję. Załamana faktem, że zainwestowałam pieniądze w wyjazd do miejsca przesiąkniętego czarnoksięstwem, postanowiłam wyjechać do Jerozolimy i dowiedzieć się czegoś więcej o Chrystusie. Zaplanowałam, że po wylądowaniu na Heathrow (lotnisko w Londynie) będę w ciągu 24 godzin w Izraelu wraz z grupową wycieczką do Ziemi Świętej w sierpniu 2014 roku.

Będąc jeszcze w Peru próbowałam ostrzegać innych pielgrzymów żądnych przeżyć po zażyciu ayahuaski – między innymi tych, którzy uważali się za chrześcijan. Kilku „chrześcijańskich” wyznawców „new age” pokazało mi znak skrzyżowanych palców i nie chcieli słuchać moich ostrzeżeń. Jak na ironię, to ONI nie chcieli słuchać MNIE.

Później, gdy po wylądowaniu w Limie w drodze do Machu Picchu jechałam taksówka do hotelu, odczułam jakiś ogromny żal, że przejechałam pół świata i nadal nie znalazłam wymarzonego pokoju, ani nawet nie wykorzystałam szansy, żeby jednak zażyć tę ayahuaskę (choć wtedy już wiedziałam, że to jest zwiedzenie). Kiedy użalając się tak nad sobą w smutku i samotności usłyszałam w samochodzie dobrze znaną piosenkę „All by myself” („Samotna”) w wykonaniu Carmen, jeszcze bardziej mnie to dobiło. I właśnie wtedy, gdy zjechaliśmy z autostrady w krętą drogę wzdłuż wybrzeża, a we mnie wszystko się burzyło, zobaczyłam przez okno ogromny oświetlony krzyż po drugiej stronie zatoki, a w uszach Boży głos: „Nie jesteś sama, a Ja cię nie porzucę ani nie opuszczę”. To była poruszająca chwila i punkt zwrotny w moim życiu. Zamknięcie pewnego etapu. Miałam wielką pokusę, żeby jednak zażyć ayahuaskę, lecz Bóg uwolnił mnie w mgnieniu oka od wpływu zwodniczych duchów i demonicznej opresji na własne życzenie, prawdopodobnie dużo gorszej od porażeń przysennych. Wcześniej pokładałam całą nadzieję na uzdrowienie w szamanach lub znachorach, lecz teraz wiedziałam, że muszę go szukać tylko u Jezusa.

Pozwólcie, że zacytuję Pismo Święte (Biblię):

„Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą” (Jan 17:17)
„Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej” (Iz. 41:10)

Po przybyciu do Machu Picchu wybrałam się na wspaniałą wycieczkę, podziwiając Boże stworzenie za dnia i obserwując Drogę Mleczną w nocy. Poczułam się niezręcznie pozostając dłużej w miejscu turystycznych atrakcji pod auspicjami UNESCO, w którym oddawano chwałę bogu słońca i demonicznym bytom, więc znalazłam sobie inne, ustronne miejsce, żeby przebywać w obecności prawdziwego Stwórcy na łonie natury. Zauważyłam kilku pogan próbujących wchłaniać starożytną „dobrą energię”, lecz wiedziałam już na pewno, że są zwiedzeni i zwróciłam się w duchu do Pana: „Zaczynam już rozumieć. Dzięki Ci, Boże, z całego mojego jeszcze niedawno bezbożnego serca... teraz już nie zawrócę”.

Tak więc uświadomienie sobie, że światowe elity mają własną religię już od dłuższego czasu, a w okultystycznym świecie wszelkie „misteria” pochodzą jeszcze z Babilonu i Sumerii, dosłownie rzuciło mnie na kolana (a wstrząs poznawczy doprowadził mnie niemal do psychicznego załamania). Współczesna nauka jest lucyferiańska czyli mówiąc wprost diabelska. Jeszcze bardziej zdumiewa fakt, że nieświadome niczego masy są od dawna stopniowo zniewalane i zarażane nową religią na gigantyczną skalę. Elity posiadają niemal wszystko i literalnie nas programują według własnych upodobań. Wzniecają wojny i rewolucje w „imię Boga”, a potem każą nam podczas nich walczyć i umierać. Finansują nawet przeciwne strony konfliktów zbrojnych i piszą na nowo historię ludzkości. Są w posiadaniu korporacji, prowadzą kampanie reklamowe i wymyślają plany nauczania w ramach systemów edukacji. Piorą ludziom mózgi wmawiając im, że właściwie jesteśmy ssakami z gatunku naczelnych, tyle że mamy największe mózgi. Słuchałam ich muzyki, czytałam ich książki, oglądałam ich telewizję i filmy od urodzenia. Wyprali mi mózg tak skutecznie, że sama szydziłam ze zwolenników teorii spiskowych i z chrześcijan. Fakt, że sama zostałam chrześcijanką, jest cudem samym w sobie. Mimo, że dochodzenie do prawdy i odkrywanie Nowego Porządku Światowego było dla mnie ekstremalnie bolesnym procesem, przylgnęłam do Krzyża Jezusa, żeby ratować życie i zobaczyłam, jak bardzo realna jest wojna o moją duszę. Jest bardziej realna niż imitacja społeczeństwa wyrzeźbiona przez szatana.

Iluminaci tak skutecznie stosują wsteczną psychologię, że gdy tylko wypowiecie słowa takie jak „spisek” czy „Iluminaci” (w mediach czy przemyśle rozrywkowym), to ludzie są tak zaprogramowani, żeby natychmiast was wyśmiać. Społeczeństwo albo raczej stado (jak się mówi wśród ludzi szukających prawdy) jest tak włączone w system, że ci ludzie raczej będą za niego umierać i chronić go, a nawet dadzą się oznakować „znamieniem bestii” niż dobrowolnie przyjmą dar zbawienia od Jezusa.

Łuski spadły mi z oczu, zostałam uświęcona i pojednana z Bogiem Ojcem przez Chrystusa. Umiem wykrywać symbolikę, tajne plany wdrażane w mediach i mam Słowo Boże, więc nie będzie mnie tak łatwo znowu zwieść. Poza tym, zdumiewam się Bożym stworzeniem. Żyję w czasie wyjątkowym dla ludzkości, a Jego proroctwa wypełniają się na moich oczach. Dawniej śmiertelnie bałam się Nowego Porządku Światowego (który wziął sobie na celownik Żydów i chrześcijan zanim zwróci się przeciw innym przeciwnikom systemu) lecz teraz jestem „uwolniona” i „narodzona na nowo” z Ducha Świętego ufając Jezusowi i Jego obietnicom dla wszystkich, którzy Go miłują, odwrócili się od swoich grzechów, wezwali Jego imienia i zostali zbawieni. Odkąd pamiętam, nie miałam tak trzeźwego umysłu, bo On jest Lekarzem! Teraz mogę wołać „Abba, Ojcze!” wiedząc, że Bóg istnieje i że mnie słyszy. Moja Skała, mój Pocieszyciel, mój Stwórca!

Gdyż „nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tym. 1:7 BT). „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości” (2 Tym. 3:16).

Kiedyś wierzgałam, odwracałam się tyłem i buntowałam się przeciw mojemu Panu (Panu panów i Królowi królów). Teraz przychodzę do Niego i uczę się poddawać Mu swoją wolę w posłuszeństwie.

Mam nadzieję, że mogę odważnie nazwać się strażnikiem na murze, trąbiącym na alarm i wskazującym na Jezusa. On jest Drogą, Prawdą i Życiem i nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przez Niego (Jan 14:6). Stwórca wszechświata zstąpił na ziemię w ciele. Ten, który nie znał grzechu, sam stał się grzechem, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny. Ale nawet demony wierzą i drżą... my musimy Go uwielbiać w duchu i w prawdzie. Zbawienia nie można znaleźć w ŻADNEJ religii, lecz w Osobie – w Panu Jezusie Chrystusie. Żadna ilość dobrych uczynków nie gwarantuje wejścia do nieba. Potrzebujemy sprawiedliwości w Chrystusie (Rzym. 4:5-6), bo nie możemy Bogu zaoferować własnej (Iz. 64:6). Jedynie na podstawie drogocennej krwi Jezusa Chrystusa można doznać odpuszczenia grzechów i uzyskać wieczne zbawienie. Ono jest darmo dane (Rzym. 5:15), darmo oferowane (Rzym. 10:13) i dobrowolnie przyjmowane (Obj. 22:17). Zbawienie się bierze, a nie daje. Żywot wieczny jest darem Boga (Rzym. 6:23). Słowo Boże wyraźnie mówi w Liście do Rzymian 4:5 - „Gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość”. Biblijna Ewangelia wyklucza WSZELKĄ własną sprawiedliwość.

Niebo nie jest miejscem, gdzie się siedzi na chmurce i gra na harfie, jak to przedstawiają ludzkie obrazy, z których wieje nudą. Jest miastem zbudowanym przez Boga, nie przez człowieka. Otrzymaliśmy obietnicę, że gdy Jezus powróci na ziemię (tym razem jako Król i sędzia, a nie jako cierpiący sługa), będziemy już mieli ciała przemienione na Jego podobieństwo. On obiecał otrzeć wszelką łzę, ukoić wszelki ból i że cierpienie zniknie na zawsze w nowym, chwalebnym wszechświecie. Wszelka słabość, choroba i deformacja zostaną usunięte. Wszelka nieczystość i niesprawiedliwość również. Teraz jesteśmy pielgrzymami, ten świat przemija, nie mamy tutaj trwałego miasta, lecz oczekujemy miasta, które zstąpi z nieba. Chwała Panu!

Podczas, gdy ludzie są zajęci robieniem planów na przyszłość nie zdając sobie sprawy, że żyjemy w dniach ostatecznych, dla mnie priorytetem jest wierność mojemu Odkupicielowi. Buduję się w świętej wierze, zakładam całą „zbroję Bożą” (Ef. 6) i planuję duchowa walkę podczas prześladowań, nie wykluczając męczeńskiej śmierci. Chcę coraz bardziej poznawać JEGO. Być „sprytna jak wąż i niewinna jak gołębica” (Mat 10:16). Z lampą pełną oliwy chcę oczekiwać rychłego powrotu Chrystusa. Strach o siebie został zastąpiony bojaźnią Bożą... gdyż „bojaźń Boża jest początkiem mądrości” (Przyp Sal 9:10).

Oto fragmenty Biblii, które są mi szczególnie drogie i którymi się zachwycam:

„Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 8:37-39).

„Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor. 1:18).

Katie MacLeod

https://www.facebook.com/kate8macleod

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.