Wstęp od autorki:

Poniższy tekst został napisany w formie listu do mojego amerykańskiego przyjaciela, który z
różnych względów bardzo leżał mi na sercu. Kiedy już ów list do niego wysłałam, zdałam sobie
sprawę, że treść tego przesłania może mieć znaczenie dla każdego z nas i po usunięciu bardziej
osobistych wątków oraz zachowaniu reszty jego głównego znaczenia, wszyscy możemy ten list
przeczytać jako skierowany do nas. Zachowuję tutaj nadal formę listu i poruszam tematy
bezpośrednio dotyczące m. in. USA, ale mam nadzieję, że mimo tych szczegółów, Czytelnik będzie
miał okazję zastanowić się nad podanym tematem, ponieważ konkretne sprawy w nim
poruszone mogą znaleźć zastosowanie w życiu każdej osoby i w wielu różnych sytuacjach z
jakimi się spotykamy. Mam nadzieję, że odczytasz ten list jako napisany przez kogoś, komu na
Tobie zależy - od przyjaciela do przyjaciela.

 

      

24 października 2016

„Razy przyjaciela są oznaką wierności, pocałunki wroga są zwodnicze”

„Czy stałem się nieprzyjacielem waszym dlatego, że wam prawdę mówię?”

   

Niezatapialny

Drogi Przyjacielu,

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że przesłanie to nie zostało napisane w wyniku jakiejś niechęci do Ciebie ani w stosunku do żadnej innej osoby, ale powstało z serca przepełnionego miłością. Pewne sprawy dojrzewały we mnie już od dłuższego czasu, natomiast pozostałe elementy poniższego przesłania stały się dla mnie jasne dopiero niedawno, a więc chciałam je zawrzeć jako spójną całość w tym jednym długim liście.

Zdecydowałam się napisać do Ciebie właśnie teraz, bo mam przekonanie, że Bóg chciałby zwrócić Ci uwagę na pewne sprawy właśnie w tym momencie Twego życia. Dlaczego? Pewnie chcesz mnie o to zapytać. Dlatego, że od dłuższego czasu modliłam się o Ciebie, mimo że nieraz już chciałam o tym zapomnieć i zająć się innymi sprawami. Ale z jakiegoś powodu nigdy nie udało mi się uzyskać spokoju duszy, gdy chciałam przestać o Tobie myśleć.

Pojawiało się wciąż tak wiele nowych wątków wskazujących na to, że jeszcze nie wszystko zostało między nami powiedziane i że niekoniecznie to, co mam do powiedzenia, zawsze musi być „zabawne” czy „interesujące”, ale może powinnam Ci po prostu powiedzieć prawdę, nawet jeśli czasami usłyszenie jej bywa bolesne. Ważne jest powiedzenie prawdy komuś, kto bardzo potrzebuje ją usłyszeć, mimo że sam często nie zdaje sobie z tego sprawy.

Szczerze mówiąc - i tutaj proszę Cię o wybaczenie, że to wcześniej przemilczałam - już od dawna byłam świadoma tego, że powinnam poruszyć z Tobą ten temat, ale ponieważ wiązało się z tym pewne ryzyko, że np. mógłbyś się na mnie obrazić, odkładałam to w nieskończoność. Liczyłam na to, że ktoś inny do Ciebie przemówi albo może sam kiedyś zdasz sobie sprawę z tego, co dzisiaj odrzucasz. Ale jednak zrozumiałam niedawno, że „kiedyś” lub „ktoś inny” może się w Twoim życiu już nie pojawić, bo mogłoby być za późno. Dlatego zdecydowałam się do Ciebie napisać, nawet jeśli w niektórych momentach może to się wydawać nieprzyjemne. Wiem, że to co piszę jest prawdą, a prawda ma to do siebie, że demaskuje wszelkie kłamstwa i może też na jakiś czas zranić Twoje uczucia, aby potem móc odbudować coś dobrego i trwałego... na całą wieczność.

Oczywiście, o wiele milej byłoby napisać Ci, że wszystko jest w porządku i nie masz się czym martwić, ale to byłoby oszustwem i brakiem prawdziwej przyjaźni i miłości. Bóg o wiele bardziej troszczy się o nasze dusze niż o nasze uczucia i opinie, bo emocje i poglądy zmieniają się wraz z upływem czasu, ale prawda pozostaje zawsze niezmienna i stała jak twarda, niewzruszona skała.

Jeśli widzisz, że ktoś idący we mgle zbliża się do krawędzi, to nie możesz stać z boku i na to patrzeć z uśmiechem, machając ręką do przechodnia, który zaraz spadnie w przepaść. Jeśli przykładowo lekarz wie, że jego pacjent ma raka, który jest nieuleczalny, ale nie chce mu tego powiedzieć, żeby mu nie sprawić tą wiadomością przykrości, to co dobrego miałbyś do powiedzenia o takim lekarzu?

Zanim sobie pomyślisz, że nadaję się do szpitala psychiatrycznego proszę Cię, żebyś przeczytał mój list do końca i zastanowił się nad jego treścią. Wiem, że normalna ludzka reakcja to raczej zniecierpliwienie, złość, poczucie zranienia i chęć obrony swojej pozycji... To nic dziwnego i czasami taki odbiór poniższej treści może trwać nawet dość długo, więc może lepiej zatkać uszy i śpiewać sobie głośno pod nosem, żeby nie słyszeć, co ktoś do nas mówi i móc go kompletnie zignorować. Ale proszę Cię, abyś nie wymazywał tego listu, lecz zatrzymał go na później, bo nawet jeśli teraz nic z tego do Ciebie nie przemawia, to jestem pewna, że nadejdzie taki moment w Twoim życiu - może nawet niedługo, szybciej niż się możesz spodziewać - kiedy treść tego przesłania będzie miała dla Ciebie znaczenie, bo znajdziesz się w okolicznościach, które zmienią Twój punkt widzenia.

Statek

Zacznę od historii, którą na pewno dobrze znasz. Mam na myśli brytyjski transatlantyk zwany RMS Titanic. Jak zapewne wiesz, Titanic był dużym statkiem, który miał przepłynąć z Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku. Na początku XX wieku był to największy statek pasażerski. Wszyscy wiemy, jak się ta historia skończyła: Titanic uderzył w górę lodową i zatonął podczas swego dziewiczego rejsu 14 kwietnia 1912 roku. Zdaniem wielu ludzi, ta katastrofa nie miała prawa się wydarzyć. W ówczesnych gazetach pisano na temat tego statku, że jest wręcz „niezatapialny”. W lipcu 1911 r. pewna broszurka zawierała następujący opis: „(...) te dwa wspaniałe statki (Olympic i Titanic) zostały tak zaprojektowane, żeby nie mogły zatonąć”, a innym razem pasażerka (Margaret Devaney) stwierdziła: „Zdecydowałam się na podróż Titanikiem, bo byłam pewna, że jest to bezpieczny statek i mówiono o nim, że nie może zatonąć”.

Inny znany cytat stwierdzał dumnie, że „Nawet Bóg nie mógłby zatopić tego liniowca!” - okazuje się, że wielu pracowników Titanica uspakajało pasażerów tymi samymi słowami niedługo przed tym, jak ów słynny parowiec uderzył o górę lodową, gdyż chcieli ich zapewnić, że mogą bezpiecznie zjeść obiad i nie muszą się o nic martwić.

2223 osoby zdecydowały się na podróż Titanikiem podczas jego pierwszej podróży do Ameryki. Byli to pasażerowie z różnych klas społecznych, którzy zajmowali różne obszary statku, każdy z nich odpowiedni do swojej grupy. Tak więc byli tam ludzie z bogatych sfer wyższych cieszący się wielkim luksusem podczas podróży, włącznie z bankietami, orkiestrą muzyczną i tańcami oraz innymi rozrywkami. Znajdowali się tam również przedstawiciele klasy średniej i niższej klasy robotniczej, przebywający w osobnym miejscu pasującym do ich możliwości finansowych. Czasami klasy społeczne mieszały się ze sobą, ale jednak istniał między nimi wyraźny podział i każdy zajmował się tym, co mu najbardziej odpowiadało podczas tej długiej podróży, tak aby czas mijał im jak najprzyjemniej.

Titanic nie miał zbyt wielu łodzi ratunkowych - tak naprawdę nie były one przecież potrzebne na tak okazałym i bezpiecznym statku. Łodzi ratunkowych wystarczyć mogło dla ok. 1/3 pasażerów. Podczas tragedii, jaka się tam wydarzyła, nawet nie wszystkie z nich zostały wykorzystane w celu uratowania życia ludzi, a te, które ratowały pasażerów, nie zostały wypełnione po brzegi. W dniach poprzedzających ów fatalny dzień 14 kwietnia, załoga statku - oficerowie i kapitan Titanica - otrzymywali sporo informacji od innych statków i radiooperatorów, ostrzegających przed polem lodowym, w kierunku którego płynęli. W samym dniu tej katastrofy czyli 14 kwietnia, otrzymali aż siedem ostrzeżeń, mimo to kapitan nie zwolnił tempa tak jak powinien był to zrobić ze względu na bezpieczeństwo pasażerów. Zatem „niezatapialny statek” płynął dalej przed siebie tak szybko jak dotąd. I nagle stało się najgorsze.

Nastąpiło to w nocy, ok. 23.40 kiedy wody były spokojne i niezmącone, a większość pasażerów albo już spała, albo brała udział w jakiejś potańcówce. Niektórzy odczuli uderzenie o górę lodową, ale dłużej się nad tym nie zastanawiali. Niepokojącym sygnałem mogło być zastopowanie maszyny. Nie zdawali sobie jednak sprawy z tego, że kadłub został już uszkodzony i powstała dziura, przez którą natychmiast zaczęła napływać do niego woda. W końcu kapitan uświadomił sobie, że musi niezwłocznie rozpocząć ewakuację pasażerów i przygotować dla nich łodzie ratunkowe. Podjęto wówczas wiele niewłaściwych decyzji oraz wydarzyło się sporo „zbiegów okoliczności” i dużo można by o tym napisać. Jeden statek płynący stosunkowo niedaleko od Titanica, który mógłby teoretycznie uratować wszystkich tonących pasażerów, akurat miał na noc wyłączony system łączności. Kiedy w końcu zauważyli alarmowe sygnały SOS wysyłane z Titanica, myśleli po prostu, że ktoś strzela fajerwerki podczas jakiegoś przyjęcia.

Zatonięcie parowca trwało ok. 2 godziny i 40 minut. Podczas pierwszej godziny wody w szybkim tempie zalały niższe pokłady. W drugiej godzinie nastąpiło spowolnienie tego procesu, przez co pasażerowie żywili płonną nadzieję, iż jednak statek nie zatonie i mogą się jeszcze uratować. Niestety, wody nadal wypełniały statek do tego stopnia, że w końcu rozpadł się na 2 części z powodu ogromnego ciężaru wód i wtedy od razu zatonął, lądując na samym dnie morza.

Zachowanie i reakcje wielu pasażerów były naprawdę interesujące: większość z nich miała głębokie przekonanie, iż nic takiego nie mogłoby im się przydarzyć. Byli pewni, że kapitan i załoga posiadała pełną kontrolę podczas tej podróży i gdyby tylko zauważyli coś niepokojącego, to przecież zrobiliby wszystko co w ich mocy, aby uniknąć takiej sytuacji, lub przynajmniej ostrzec w porę pasażerów, że dzieje się coś złego. Wielu z ludzi podróżujących Titanikiem spało podczas wypadku, więc nawet jeśli poczuli jakieś uderzenie, to po prostu spali sobie dalej, bo nikt nie wszczął alarmu. Z kolei inni pasażerowie mieli dobrą zabawę, upili się alkoholem i nic ich zaniepokoiło. Orkiestra sobie grała zabawiając nadal gości aż do końca, w ten sposób starając się uspokoić narastającą panikę. Kiedy ludzie już mieli wsiadać do łodzi ratunkowych, niektórzy pasażerowie wrócili jeszcze do swoich kajut, żeby zabrać biżuterię, pieniądze i inne drogocenne rzeczy jakie tam zostały. A gdy wskakiwali do wody, te wartościowe przedmioty sprawiły, że wypełnione nimi po brzegi kieszenie tak bardzo obciążyły pasażerów, że spadali oni prosto na dno morza. Ale w końcu nadeszła pomoc dla tych, którzy znaleźli się na pokładzie łodzi ratunkowych. Katastrofę tę przeżyło ok. 705 osób.

Jakie z tego możemy wyciągnąć wnioski? Ogólne spostrzeżenia nasuwają się takie: 1) arogancja i pycha ludzka; 2) fatalne błędy i brak odpowiedzialnych decyzji; 3) wszyscy ludzie, niezależnie od swojej przynależności do różnych klas społecznych i grup wiekowych, znajdują się razem na tym samym statku i odbywają tę samą podróż; 4) większość z nich wcale nie jest przygotowana na wypadek i nieszczęście, ponieważ wszystko wydaje się spokojne i bezpieczne, aż tu niespodziewanie nadchodzi katastrofa, a następnie; 5) można było uniknąć tej strasznej tragedii, gdyby tylko ludzie słuchali wielu ostrzeżeń, jakie wcześniej otrzymali.

Proszę Cię, żebyś zapamiętał historię tonącego statku jako ważną ilustrację tego, o czym dalej napiszę.

Sen

Teraz chciałabym Ci napisać o czymś innym, co miało miejsce w marcu tego roku. Nawet nie wiem dokładnie, dlaczego powinnam się tym z Tobą podzielić, ale czuję, że to jest ważne. Oczywiście może to Ci się wydać dziwne i zupełnie nie do przyjęcia, ale proszę wysłuchaj mnie najpierw do końca.

Tak jak już wspomniałam, często się o Ciebie modliłam przez ostatni rok, ale w marcu w pewnej soboty późnym wieczorem odczułam szczególnie mocno, że jesteś w jakimś niebezpieczeństwie i było mi bardzo smutno z nieznanego powodu. Dlatego zapytałam Boga, skąd przyszło do mnie to dziwne przeczucie, chociaż mogłam się pewnych rzeczy też sama domyślać. Prosiłam Go, by mi to potwierdził przez jakąś osobę z zewnątrz, która nawet nie ma pojęcia o tym, co się we mnie dzieje i o czym myślę, ale też żeby to potwierdzenie jednak miało jakieś powiązanie z Tobą bez mojej uprzedniej rozmowy z nimi na ten temat.

Wiem, że kiedy Bóg do mnie przemawia, mogę na tym polegać, ale dobrze jest też słuchać innych wierzących, którzy znają Pana i są przez Niego prowadzeni. Tak więc następnego dnia udałam się na niedzielną społeczność (nabożeństwo) i spotkałam dwie osoby, które mojej sprawy nie znały. Powiedziały one parę rzeczy, które w niesamowity sposób odnosiły się do Ciebie lub naszych wcześniejszych rozmów, dokładnie tak, jak o to prosiłam Pana dzień wcześniej. W tej chwili nie jest to istotne, co dokładnie ci ludzie powiedzieli, ale sam fakt, że dali mi wówczas tak potrzebne potwierdzenie.

Nadal jednak miałam poczucie ciężaru i smutku w sercu myśląc o Tobie oraz że znajdujesz się w jakimś niebezpieczeństwie w tę niedzielę 13 marca. Tego dnia byłam bardzo zmęczona i poszłam spać, ale w nocy zdarzyło mi się coś dotąd niespotykanego. Miałam przedziwny sen i z jakiegoś powodu mam przekonanie, iż powinnam Ci ją opowiedzieć.

Oczywiście większość naszych snów to zwykłe sploty wydarzeń dnia, wspomnień z przeszłości lub obaw i innych wrażeń, jakich doświadczamy w codziennym życiu itd. Np. pamiętam taki sen, w którym pojawiły się liczne osoby i przeróżne elementy z życia zgromadzone w jednej scenie na raz, co tylko wynikało z tego, że moja podświadomość przywołuje dotychczasowe przeżycia i łączy je razem w jedną całość.

Jednak faktem jest, że są sny innego rodzaju, które objawiają pewną prawdę i pokazują nam coś, czego sami nie moglibyśmy wiedzieć ani o czym sami byśmy nie pomyśleli, ale potem np. takie same opisy jak w tych snach czytamy, że znajdują się właśnie w Biblii. I to były dotąd nieznane mi opisy, dopiero później je przeczytałam i je odkryłam (gdybym je znała z Biblii wcześniej, to od razu bym je rozpoznała po tym śnie). Mam nadzieję, że piszę w miarę jasno. Ktoś mógłby na przykład twierdzić, że śniło mi się coś, bo już o tym gdzieś przeczytałam i miało to wpływ na moją podświadomość, ale faktem jest (oczywiście tutaj możesz mi tylko uwierzyć na słowo lub nie), że większość z tych szczególnie wyjątkowych snów, dotyczyło tematyki zupełnie mi obcej, jednak okazywało się później, że została ona już dawno temu opisana (nieraz w dość złożony sposób) w Słowie Bożym, którego jeszcze dokładnie nie przestudiowałam.

Kolejny ciekawy aspekt tych wyjątkowych snów, to fakt, że zawierały one często elementy przyszłości, choć najczęściej w formie alegorycznej czy symbolicznej, ale później jednak dane wydarzenie nastąpiło w realnym życiu. W przeważającej większości zawierały one ostrzeżenia nt zbliżającego się niebezpieczeństwa, głównie natury duchowej i dotyczyły przeważnie ludzi mi znanych, nie tylko o mnie samej. Sny te zawsze posiadały elementy znajdujące swe poparcie w Biblii, nawet jeśli byłam za młoda i miałam o wiele mniejsza wiedzę (np. jako świeżo upieczona nastolatka), by wówczas znać te zagadnienia, o których śniłam. Wierzę zatem, że Bóg może przemawiać do nas również poprzez sny; często po to, by nas przed czymś ostrzec lub pokazać nam coś w taki sposób, że na pewno to zapamiętamy i to zrozumiemy, ale te przesłania absolutnie muszą zgadzać się też z przekazem Pisma Świętego (nie mogą zawierać przesłania przeciwnego Biblii, ponieważ Jego pisane Słowo stanowi dla nas punkt odniesienia). Sny mogą być tylko małym „dodatkiem” do Biblii, w tym sensie, że wszystko, co jest nam potrzebne do poznania Boga i tego, co On nam chce objawić zostało już napisane; sny mogą nam to tylko uwydatnić czy przypomnieć, ale nigdy nie mają zastąpić Biblii, ani tym bardziej nie mogą jej zaprzeczać. Bóg może okazyjnie użyć snów, aby nam coś pokazać lub jeszcze bardziej pomóc zrozumieć to, o czym czytamy w Jego Słowie. Nie jestem żadną mistyczką ani nie „bujam w obłokach”, tego rodzaju sny pojawiają się u mnie stosunkowo rzadko, ale za każdym razem kiedy się jednak pojawiły, miały duże znaczenie i zostały później potwierdzone faktami. Nie jest ich najważniejszą rolą nawet „przepowiedzenie przyszłości”, ale raczej naprowadzenie ludzi na właściwy tor, aby zeszli z niebezpiecznej drogi i szukali Boga i Jego zbawienia.

Bóg jest Bogiem cudów i rzeczy ponad naturalnych, ale nie mówimy tu o takich zjawiskach jak paranie się magią, szukanie porad u wróżek i innych wieszczy. Kiedy Bóg coś mówi, to Jego słowo zawsze się wypełnia - nawet jeśli pewne wydarzenia zostały przez Niego zapowiedziane na 200 czy 2000 lat później, to jednak nastąpiły. Biblia jest księgą Bożych proroctw, czyli zapowiedzi przyszłych wydarzeń (i również tych przeszłych, które faktycznie miały już miejsce). Połowa z nich czy nawet więcej, już zostały wypełnione i przeszły do historii, a reszta wypełni się w niedalekiej (lub dalszej) przyszłości. Niektóre wydarzenia zapowiedziane dużo wcześniej, znajdują swe wypełnienie w naszych czasach.

Znane są na świecie archeologiczne dowody na to, że starotestamentowe proroctwa np. na temat dawnego narodu izraelskiego i powstania państwa Izrael w naszych czasach oraz wydarzenia dotyczące innych narodów opisanych w Biblii wypełniły się tak jak zostało to napisane zanim to się stało, a nie było opisane dopiero po fakcie. To samo dotyczy proroctw nt przyjścia Mesjasza, Zbawiciela Żydów i całego świata, które zostało dokładnie zapowiedziane przez Bożych proroków (przyjście Jezusa Chrystusa na świat i w jakim celu miało ono nastąpić oraz Jego śmierć i zmartwychwstanie). Wiem, że możesz się nie zgadzać z tymi faktami, ale pragnę o nich wspomnieć w tym kontekście, aby podkreślić, że Bóg przemówił do nas i to co On nam objawia, zawsze jest prawdą i dzieje się tak, jak On to zapowiedział oraz w czasie, który On sam wyznaczył, że to się wydarzy (nawet jeśli wydaje nam się, że tak się nie stanie i tak nie będzie). Bóg się nigdy nie myli, ponieważ to On stworzył wszystko, cały świat; zna całą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, gdyż jako Stwórca nie podlega tym samym ograniczeniom jakim my zostaliśmy przez Niego poddani.

My, jako mieszkańcy Ziemi, żyjemy w konkretnym cyklu, każda sprawa pod niebem ma swój czas. Kiedyś nastał początek i nastanie koniec, wyznaczony przez Tego, który sam wszystko stworzył - cały wszechświat i to co go wypełnia. Wszelkie prawa natury, czas, zdolność logicznego myślenia itd. Jesteśmy w stanie widzieć tylko teraźniejszą rzeczywistość i przeszłość, żyjemy ograniczeni prawami naturalnymi, ale Bóg znajduje się poza tym wszystkim, co nas ogranicza i dlatego posiada zdolność, by widzieć wszystko - wszelkie aspekty każdej sprawy oraz jest w stanie zaingerować tam, gdzie tylko chce i kiedykolwiek tego chce, ponieważ jako Stwórca wszystkiego, ma do tego prawo oraz możliwości. Ponieważ jeśli to On stworzył prawa natury i On ustanowił czas, sam będąc poza czasem - nie jest ograniczony tymi prawami, nie jest uwięziony w naszej przestrzeni czasowej.

Łatwo jest krytycznie oceniać lub wręcz negować istnienie Boga jeśli tylko pragniemy wcisnąć Go do naszych własnych ograniczonych sposobów myślenia. To tak jakby postać z kreskówki istniejąca w rzeczywistości dwuwymiarowej chciała pojąć istnienie człowieka, który ją narysował i starała się zrozumieć jak się żyje w świecie trójwymiarowym - ale w końcu dochodzi do wniosku, że jej twórca nie może istnieć naprawdę, bo nie da się go obejrzeć w obrazie dwuwymiarowym. Ale to tylko potwierdza fakt, że ów rysownik jest zupełnie z innego świata i z innej rzeczywistości niż świat dwuwymiarowy. Nie mógłby się nawet zmieścić w całej swojej okazałości na tych kartkach papieru, na których naszkicował dane postacie, ponieważ jest o tyle większy i o tyle realniejszy niż jego kreskówka. To w końcu on narysował i stworzył cały ten kreskówkowy, dwuwymiarowy świat, więc sam musi istnieć naprawdę jako ktoś większy i prawdziwszy niż stworzone przez niego osoby.

Podobnie sprawa ma się ze światem pozazmysłowym, ponad naturalnym, duchowym, którego nie widzimy, chociaż czasami możemy go czuć lub zobaczyć w małej części, a jednak jest on bardziej realny niż nasza fizyczna rzeczywistość, ponieważ istniał zanim powstaliśmy my i ta nasza tymczasowa egzystencja tu na ziemi. Nasze życie, cykl czasu również kiedyś dobiegnie końca. Nasza dusza, ów „wewnętrzny człowiek” został stworzony jako coś odmiennego od tej materialnej, namacalnej części życia, gdyż jesteśmy również częścią tej duchowej rzeczywistości, która istnieje na całą wieczność. Dlatego szukamy duchowych wartości sięgających dużo dalej niż tymczasowe przyjemności, fizyczne oraz materialne potrzeby, jakie ma każdy z nas. Tym ludzie różnią się od zwierząt i innych organizmów... Posiadamy duszę, która będzie żyła na wieki, co oznacza, że po śmierci czeka nas jakieś konkretne przeznaczenie, nie przestajemy wtedy istnieć.

Staram się pisać w miarę zwięźle, a te pozornie nieistotne szczegóły, które tutaj poruszam, jednak mają ważne znaczenie w kontekście tego, co pragnę Ci przekazać. Tak więc teraz przystąpię do opisania Ci owego snu z marca tego roku:

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć, ale w końcu przysnęłam lekko dopiero ok 4.00 nad ranem. Mieszkam sama w małym bloku, gdzie w nocy jest bardzo cicho. Moja sypialnia jest oddzielona od reszty mieszkania i jest w niej bardzo ciemno, bo okna są kompletnie zasłonięte. Nie widać zupełnie nic w tym mroku, nawet moich własnych dłoni, jeśli bym miała je trzymać tuż przed nosem. Poza tym śpię z zatyczkami w uszach, żeby mnie wcześnie rano nikt niepotrzebnie nie budził poprzez hałas na ulicy czy sąsiedzi obok. Także będąc w tym stanie, niczego nie widzę i nie słyszę. Jednak tej nocy, kiedy tak leżałam na plecach w swoim łóżku w tej totalnej ciszy, nagle usłyszałam dźwięk otwierających i zamykających się drzwi. Wytężyłam słuch, ale doszłam do wniosku, że to pewnie sąsiad idzie do łazienki skorzystać z toalety. Potem jednak usłyszałam inny dźwięk, jakby szum przelatującego przez mój pokój wiatru, tak jakby zaczął wiać od lewej strony łóżka i wychodził z rogu pokoju.

Chciałam wyjąć zatyczki z uszu, żeby sprawdzić co to jest, ale ponieważ to był sen, nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Później uświadomiłam sobie, że w ogóle nie mam kontroli nad swoim ciałem, leżę jak sparaliżowana. Ten wiatr zaczął najpierw powiewać delikatnie, czułam go wręcz na swojej twarzy, a jego szum stawał się coraz głośniejszy, zaczął zlewać się z dźwiękiem jakby cieknącej wody czy małego wodospadu wypływającego ze ściany, tam skąd właśnie czułam podmuch tego wiatru. I tak sobie leżąc (wiem, że to brzmi dziwnie, ale nieraz tak reaguję na pewne niewytłumaczalne zjawiska) zaczęłam analizować w tym śnie, co się tak naprawdę dzieje. Podczas gdy szum i podmuch wiatru stawał się coraz mocniejszy, zastanawiałam się, czemu to dzieje się właśnie w tym rogu pokoju, który nie ma połączenia z resztą mieszkania, oprócz małego pomieszczenia na garderobę. Pomyślałam, że może ma to związek z wodą płynącą w łazience u sąsiada, ale wiem, że żadne z sąsiednich mieszkań nade mną i obok mnie, nie ma łazienki akurat w tej części budynku (ich łazienka jest tam gdzie moja - parę metrów w głębi korytarza, po przeciwnej stronie sypialni), ani nie słyszałam żadnych kroków i innych dźwięków, które by wskazywały na to, że to moi sąsiedzi tak hałasują.

Tymczasem odgłos płynącego „wodospadu” coraz bardziej się nasilał i zaczęłam myśleć, że może coś się zepsuło w łazience i zaczęło mi zalewać mieszkanie... ale to się logicznie nie zgadzało z miejscem pochodzenia odgłosów, bo tam nie było łazienki tylko zwykła garderoba bez żadnych rur wodnych. Zaczęłam się jednak obawiać, że moja sypialnia zostanie zalana wodą. Udało mi się wyciągnąć rękę przynajmniej troszeczkę, żeby sprawdzić co się dzieje - i chociaż nie odczułam tego fizycznie, to miałam mocne wrażenie, że muszę natychmiast opuścić ten pokój, bo zalewa go strumień wody, który w miarę upływu czasu staje się coraz silniejszy. Podczas gdy się zastanawiałam co zrobić, wiejący wiatr również stawał się coraz silniejszy i zaczął mnie wręcz „pchać”... a ja nie mogłam się ruszyć (tylko ręką, ale bardzo słabo), jednak ten wiatr pchał mnie coraz bardziej z lewej strony, tak że przesuwałam się na prawą krawędź łóżka. To było bardzo dziwne przeżycie, bo w końcu głowa zaczęła mi częściowo zwisać z łóżka, a górna część ciała była spychana z niego pod wpływem tego wiatru, gdy tymczasem nogi leżały wciąż tam gdzie zawsze, pośrodku. Czułam się jak bezwładna marionetka, którą ów wiatr mógł dowolnie poruszać i przenieść ją gdzie chciał, a działo się to powoli, stopniowo, jednak systematycznie i bardzo realistycznie. Zaczęłam sama się zastanawiać: „Co się dzieje, dlaczego tak się dzieje?” Ale zamiast odczuwać strach, byłam tym bardziej zafascynowana i zajęta obserwacją tego zjawiska, ponieważ nigdy czegoś takiego dotąd nie przeżyłam. To było tak realne przeżycie, odczuwalne jakby fizycznie, że zupełnie inne od zwykłych snów, gdzie ogląda się zjawiska, ale się w nich nie uczestniczy namacalnie.

Zdałam sobie sprawę z tego, że ten wiatr chciał mnie dokądś ze sobą zabrać, bo po tym jak mnie zepchnął na jedną stronę, zaczęłam odczuwać, że mnie podnosi jakby w górę, unosi w powietrze. Teraz górna część mojego ciała jakby zaczęła się wznosić, podczas gdy nadal leżałam na łóżku, ale tylko w połowie. Wyglądało to jak znana z filmów scena, gdy dusza opuszcza ciało, bo jest z niego „wyciągnięta”. Kiedy spojrzałam w górę, „zobaczyłam” ten wiejący wiatr - wyglądał jak wirujący w górę strumień powietrza. Zaczęło mnie to niepokoić. Wiedziałam, że to jest tylko sen, ale z drugiej strony było to tak realne przeżycie, iż zaczęłam się zastanawiać, czy teraz umieram. Nadal nie odczuwałam strachu, ale próbowałam podjąć decyzję, czy mam się poddać temu wirowi i pozwolić mu „się zabrać”, lub czy też powinnam się mu przeciwstawić, bo do tej pory tylko przyglądałam się temu wszystkiemu z wielkim zadziwieniem i w postawie pełnej bierności. Nie odczuwałam tu jednak żadnej agresji, jakiegoś ataku na mnie, ale nie chciałam ryzykować czegoś, jeśli miałoby to okazać się niebezpieczne. Nie boję się śmierci, ale jednak nie spodziewałam się, że może ona nastąpić tak szybko...

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że moja sypialnia zostanie zalana wodą, więc jak najszybciej powinnam sprawdzić, czy coś nie cieknie w łazience. Ale nawet zanim udało mi się cokolwiek w tym kierunku zrobić, już zaczęłam się unosić w powietrzu - tak jakby moja dusza opuściła ciało pomimo wszystko. Oglądałam swoją sypialnię z góry i wznosiłam się coraz wyżej, aż zobaczyłam też resztę mieszkania. Wszystko ukazało mi się naraz, jakby nie było żadnych ścian a tylko same pomieszczenia mieszkalne, a potem zlało się to w większą całość, jakby to była mieszanka różnych mieszkań (nie tylko własnego), ale okazało się, że wszystko legło w gruzach. Ściany leżały porozwalane, podczas gdy resztę mieszkania zaczęła płonąć tak jakby dopiero co uderzyła w nie bomba, a gdzieś w rogu znajdował się zniszczony biały zbiornik na wodę, skąd właśnie słyszałam wydobywający się dźwięk wypływającego „wodospadu” i wyglądało to jak strumienia wody wylewające z hydrantu przeciwpożarowego. I u mnie w mieszkaniu wcale nie ma takiego zbiornika na wodę, ani nie znajduje się on w tym miejscu, skąd dobiegały mnie owe dźwięki.

Po tych wrażeniach wizualnych i „słyszalnych”, nagle wszystko zniknęło i „obudziłam się” znowu w swoim łóżku, w normalnej pozycji na środku, tak jakby nic się nie wydarzyło. Pokój nadal był ciemny i nic nie było w nim widać, a ja miałam zatyczki w uszach. Mogłam się normalnie poruszać i pomyślałam sobie, że wstanę sprawdzić, czy wszystko w porządku w mieszkaniu, ale jednak nie udało się tego wcielić w czyn, tak więc nadal leżałam w głębokim zamyśleniu.

Teraz następuje część snu, która jest bardziej przerażająca, ale jednak ważna. Spoglądałam na górną część ściany pokoju tuż na przeciwko mnie. Oczywiście nie byłam w stanie niczego tak naprawdę zobaczyć, bo było zupełnie ciemno. Jednak nagle coś zaczęło się pojawiać obok tej ściany, na którą patrzyłam. Była to głowa; wyglądała jak głowa lalki-dzidziusia. Przyszło mi do głowy, że pewnie to jakaś scena z horroru, która mi się nagle przypomniała, ale ja niczego takiego nie oglądam i nie wiem skąd miałoby się to pojawić przed moimi oczyma.

Obserwowałam tę scenę w milczeniu i myślałam, że po prostu sama zniknie. I rzeczywiście, ta scena zniknęła, ale zaraz potem zaczęły się pojawiać małe głowy jedna obok drugiej (nie głowy lalek tym razem, ale jakby znana głowa z obrazu Edwarda Muncha „Krzyk” i typowe białe maski itp.) i było ich coraz więcej, mnożyły się one w szybkim tempie, a ja już nie chciałam na nie patrzeć i odwracałam wzrok na inne części ściany, ale gdziekolwiek nie spojrzałam - tam pojawiała się ta sama scena pełna głów. Nie było przy tym słychać żadnego głosu i dźwięku - zupełna cisza. Nie odczuwałam strachu, ale jednak miałam nadzieję, że zaraz znikną i całe to przeżycie się skończy. Kiedy tak im się bliżej przyjrzałam, zobaczyłam również trupie czaszki i jakby odczułam, że przesłanie tego widoku miało brzmieć: ŚMIERĆ.

A zaraz potem jakby ktoś przeszedł obok tego obrazu i jednym machnięciem ręki wymazał całą scenę, po czym została czarna pusta ściana. Wszystko wróciło do normy. I nawet jeśli to brzmi dosyć makabrycznie, cały ten sen odbył się bardzo spokojnie - tak jakby ktoś narysował mi go na szkolnej tablicy. Mimo to musiało upłynąć trochę czasu, abym się otrząsnęła z tego przeżycia, a więc leżąc nadal w łóżku przekręciłam głowę w prawą stronę patrząc tym razem na kolejną ścianę, która była oczywiście równie czarna. Ale i tam powoli zaczęła się odgrywać kolejna scena po tej stronie łóżka, tym razem jednak z pewnej odległości - tak jakby owa scena odbywała się poza ścianą, w przestrzeni. Ukazała mi się czarna postać w kapturze na głowie wyglądająca jak Kostucha/Śmierć, ale bez kosy w dłoni. Po prostu tam sobie stała, spokojnie i bez ruchu, a ja nie mogłam zobaczyć jej twarzy. Zaraz za nią zaczęły się pojawiać podobne postaci; ustawiły się jedna za drugą obok siebie w rzędach - w końcu wyglądało to jak cała „armia śmierci” stojąca w oddali i w pełnej ciemności. Nikt nic nie mówił, nikt się nie ruszał. Wyglądało to tak, jakby czekały one na czyjś rozkaz, żeby rozpocząć swój atak.

Zaczęłam się wtedy zastanawiać, czy powinnam się obawiać, że coś mi zrobią, ale zrozumiałam od razu, że owe postacie w ogóle nie zwracały na mnie uwagi, to ja je obserwowałam z boku. Nie byłam w stanie określić, czy są złe, groźne, czy też nie. Wierzę w to, że szatan i jego demony mogą atakować ludzi i ich straszyć, ale jako osoba wierząca w Pana Jezusa Chrystusa mam w Jego imieniu autorytet i ochronę przed nimi, więc nie mogłyby mi nic zrobić. O wiele gorzej przedstawia się sytuacja ludzi, którzy do Niego nie należą i nie żyją z Nim, dla których nie jest On Panem ich życia; nie mają oni wówczas żadnej ochrony przed złem, a ci, którzy zabawiają się okultyzmem i praktykują różne formy grzechu, doświadczają w swoim życiu wielu dziwnych ataków i nieprzyjemnych wydarzeń. Nie musisz nawet być satanistą czy czarownicą; wystarczy że żyjesz w zniewoleniu telewizyjnymi seriami, muzyką czy grami komputerowymi zawierającymi elementy okultystyczne, magię, pogańskie rytuały i inne wpływy demoniczne. W świecie duchowym, ponad naturalnym, istnieją również złe istoty, złe moce duchowe, które posiadają zdolności, jakich ludzie nie mają i wiele osób opowiada o tym, jakich doznały z nimi doświadczeń. Czasami mogą one wyglądać nawet jak aniołowie z nieba czy też „mądrzy przewodnicy” z zaświatów, którzy tylko „pragną nam pomóc”, ale przychodzą po to, by nas w końcu oszukać i zwieść.

To, że ktoś przeżywa ponad naturalne doświadczenia, a nawet uzdrowienia i inne pozytywne rzeczy - jeśli pochodzą one ze źródła demonicznego (czyli wrogiego Bogu), to wszelkie „korzyści” jakie Ci oferuje i wszelka „moc” nie stanie się Twoim udziałem jeśli nie zapłacisz za to okrutnej ceny. Tak jak to słyszymy w opowieściach o ludziach, którzy „sprzedali swoją duszę diabłu”, aby osiągnąć sukces w showbiznesie... otrzymują sławę i pieniądze, ale musieli oddać swoją duszę.

Oczywiście tak patrząc na krótką metę, wygląda to na korzystny dla nich układ, ale później ludzie zawierający pakt z diabłem przekonują się, że muszą za to zapłacić wysoką cenę i ponieść odpowiednie konsekwencje, co już nie jest takie miłe. Prawdą jest, że to Bóg ostatecznie decyduje o wszystkim, to On jest głównym dowodzącym, a diabeł i jego słudzy to tylko poddane mu stworzenia, które nie mogą się z Nim równać mocą, siłą ani mądrością. Gdyby naprawdę szatan ze swoimi zastępami mógł rozpanoszyć się na świecie do woli i posiadał większą władzę niż sam Bóg, nie przeżylibyśmy zapewne do dzisiejszych czasów, a świat byłby tylko pogrążony w chaosie i zgliszczach już od dawna...

Bóg mógłby swojego przeciwnika i jego demony usunąć z pola kiedykolwiek tylko by tego zapragnął. Nie uczynił tego jeszcze, ale zapowiedział, że to zrobi w odpowiednim wyznaczonym do tego momencie. A więc dlaczego pozwala na to, by tyle zła nadal działo się na świecie? Ponieważ Bóg ma bardzo konkretny plan i zamierza go wykonać dokładnie tak jak to przepowiedział, nic nie dzieje się bez Jego woli (przyzwolenia).

To jest bardzo rozległy i skomplikowany temat dotyczący istnienia zła na świecie i dlaczego Bóg na nie pozwala, nie będę go teraz rozwijać, ale chcę tylko powiedzieć to, o czym już wcześniej wspomniałam: Bóg istnieje poza czasem, którym my jesteśmy ograniczeni i widzi wszystko to, co się dzieje teraz i co się stanie w przyszłości i chociaż my widzimy tylko tego cząstkę, On ma swój plan i cel dla każdej rzeczy pod słońcem. Jest to coś wspaniałego, gdyż wiemy, że na końcu dobro zwycięży. Zanim jednak to się stanie, On pragnie, aby jak najwięcej ludzi Go poznało i przeszło na Jego stronę, ponieważ niestety zbyt wielu mieszkańców Ziemi opowiada się po stronie diabła – Bożego przeciwnika, który i tak już z góry jest przegrany, a dokonują takiego wyboru z wielu różnych przyczyn.

Jeśli chcesz rozprawić się z ISIS, ale wiesz, że ci terroryści wzięli jako zakładników wielu obywateli danego miasta, w którym się ukryli, lub wielu z obywateli przystało do nich, bo zostali zmanipulowani i uważają, że to Ty i Wasze wojsko jesteście ich wrogami, a nie w to, że przychodzicie, by ich wyratować z opresji złych ludzi (chociaż może tak im już terroryści wyprali umysł, że nawet nie zdają sobie sprawy z tego, iż stali się ich zakładnikami), musiałbyś najpierw odczekać zanim mógłbyś spróbować kompletnie zniszczyć ich bazę, po czym dopiero dałoby się odpowiednio ukarać ISIS. Nawet jeśli owi zniewoleni obywatele nie ufaliby Ci i nie chcieli Twojej pomocy, Ty nie chciałbyś ich zniszczyć wraz z terrorystami, bo zależy Ci na ich życiu i na tym, żeby ich uratować z rąk oprawców. Chodzi więc o to, by złapać terrorystów ISIS a nie, żeby przy okazji ukarać zniewolonych przez nich ludzi. Dlatego cierpliwie czekasz i masz ustaloną strategię jak wyzwolić ofiary terrorystów; wysyłasz do nich swoich posłańców, jednego za drugim, żeby nakłonić ludzi do ucieczki i wyzwolenia się z opresji zamiast w niej tkwić. Ale niestety wiele z tych ofiar odrzuca możliwość wyzwolenia i nawet dobrowolnie dołącza do szeregów ISIS, popełniając podobne zbrodnie co ich wcześniejsi oprawcy i dlatego potem sami muszą zostać za to ukarani.

Wracam jednak do mojego snu, bo to była tylko dygresja.

Jak wcześniej wspomniałam, zastanawiałam się później, czy ten sen pochodził od Boga, czy też był raczej jakimś „koszmarem”, o którym powinnam zapomnieć i nie zawracać sobie nim więcej głowy, mimo że mnie nie przestraszył, ale raczej bardzo zastanowił. Dlatego zaczęłam pytać Boga w modlitwie o to, co ten sen ma oznaczać; czy dotyczy mnie, jakiegoś zagrożenia wobec mnie i czy pochodzi od Niego? I jakby usłyszałam w duchu: „To nie jest o tobie, ty tylko obserwujesz wydarzenia z boku”.

I wówczas cała ta wielka armia zniknęła sprzed moich oczu i znowu została pusta ściana. Wstałam zaraz po tym z łóżka, żeby obejrzeć dokładnie mieszkanie (tak na wszelki wypadek) i zapisałam sobie to, co mi się śniło, żeby nie zapomnieć żadnych szczegółów i zastanowić się nad tym głębiej później. Nie rozumiałam, czego to może dotyczyć, ale zwykle poznanie przychodzi po jakimś czasie (kiedyś miałam inny znaczący sen, którego zrozumienie i wypełnienie nastąpiło dopiero 2 i pół roku później, akurat w odpowiednim czasie!).

Nie byłam jednak pewna, czy ten sen ma w ogóle coś wspólnego z Biblią i tym, co w niej mówi do nas Bóg... Zdawałam sobie sprawę z tego, że ma on znaczenie alegoryczne, czyli nie brałam go dosłownie, bo nie dotyczył ani mojego mieszkania, które zostało w nim zalane wodą, ani tego, że mój blok został zbombardowany, a ja unoszę się nad nim w powietrzu - ale znaczenie tego wszystkiego było metaforyczne, a ja miałam to obserwować i wyciągnąć wnioski.

Interpretacja

Jak już wcześniej wspomniałam, nie mogłam sobie przypomnieć niczego konkretnego z Biblii, co by opisywało takie zdarzenie, więc „odłożyłam sen na półkę” z myślą, że może nie stanowił dla mnie nic ważnego nad czym miałabym się dalej zastanawiać, nawet jeśli było to niecodzienne przeżycie i bardzo konkretne przesłanie. Podzieliłam się tym jednak z moją mamą (napisałam o tym do niej, bo mieszkamy daleko od siebie), gdyż chciałam o tym komuś opowiedzieć i zobaczyć, czy może ktoś inny mi powie, że „zwariowałam” (lub może nie zwariowałam, ale jest w tym jakiś sens) i poszłam znowu spokojnie spać. Gdy się później obudziłam, mama przysłała mi ciekawy fragment Słowa Bożego zapisany w Księdze Izajasza 28:14-22:

„Dlatego słuchajcie słowa Pana, wy szydercy, panujący nad tym ludem, który jest w Jeruzalemie!

Ponieważ mówicie: Zawarliśmy przymierze ze śmiercią i z krainą umarłych mamy umowę, więc gdy nadejdzie klęska potopu, nie dosięgnie nas, gdyż kłamstwo uczyniliśmy naszym schronieniem i ukryliśmy się pod fałszem,

Dlatego tak mówi Wszechmocny, Pan: Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień wypróbowany, kosztowny kamień węgielny, mocno ugruntowany: Kto wierzy, ten się nie zachwieje.

I uczynią prawo miarą, a sprawiedliwość wagą. Lecz schronienie kłamstwa zmiecie grad, a kryjówkę zaleją wody.

I wasze przymierze ze śmiercią zostanie zerwane, a wasza umowa z krainą umarłych nie ostoi się. Gdy nadejdzie klęska potopu, zostaniecie zdeptani.

Ilekroć nadejdzie, pochwyci was, a będzie nadchodzić każdego ranka, we dnie i w nocy i tylko grozą będzie rozumienie objawienia.

Gdyż za krótkie jest łoże, aby się można wyciągnąć, a za wąskie przykrycie, aby się można otulić.

Pan bowiem powstanie jak na górze Perazym, jak w dolinie Gibeon się uniesie, aby dokonać swojego dzieła - niesamowite to jego dzieło, aby wykonać swoją pracę - dziwna ta jego praca!

Teraz więc nie drwijcie, aby nie zacieśniły się wasze więzy, gdyż słyszałem od Wszechmocnego, Pana Zastępów, że postanowiona jest zagłada całej ziemi!”

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nie wyjaśnia zbyt wiele, zwłaszcza że ten fragment Pisma mówi o przywódcach narodów Judy i Izraela na długo przed narodzeniem Chrystusa. Ale to co jest wspaniałe w tym dawnym „Słowie od Pana” wypowiedzianym przez proroka Izajasza do przywódców w Jeruzalemie w tamtych dniach - że nawet jeśli dotyczy ono konkretnych wydarzeń historycznych, znaczenie tego Słowa nadal jest aktualne dla ludzi żyjących dzisiaj, gdyż okoliczności są bardzo podobne. Ogólne zasady - przyczyny i skutki pewnych zajść, reakcji i czynów - są niezmienne od zarania ludzkości; nieważne czy miało to miejsce 2400, 400 czy 20 lat temu lub dzieje się obecnie, ponieważ Bóg się nie zmienia, Jego zasady są zawsze takie same i my ludzie również się nie zmieniamy, popełniamy te same grzechy i błędy, nawet jeśli nam się wydaje, że przez wieki ewoluowaliśmy do lepszego stanu.

Dlatego nic dziwnego, że historia kołem się toczy i to co było, znowu jest i będzie, tylko powtarza sę w innej postaci i innym czasie - bo chociaż znamy historię, nadal powtarzamy te same błędy nie ucząc się wyciągać wniosków z przeszłości. Z tego też powodu ten niby oderwany od obecnej rzeczywistości fragment Słowa Bożego zawiera ważną naukę dla nas żyjących w obecnych czasach; zarówno jeśli chodzi o sprawy mające znaczenie na szeroką skalę jak i bardziej osobisty zasięg tego przesłania, co będę starała się wyjaśnić bliżej.

Słowo to odnosi się do „szyderczych przywódców” w Jerozolimie w dawnych czasach. Izrael jako naród miał służyć Bogu i dopóki przestrzegali oni Jego praw i przykazań, szukali u Niego pomocy, to mieli obietnicę, że On będzie ich ochraniał i udzielał im błogosławieństwa. Ale niestety nie byli oni w stanie trwać w posłuszeństwie Bogu i w wielu momentach historii (mowa o starotestamentowym narodzie Izrael) odwracali się do Boga plecami i zaczynali czcić jakieś inne pogańskie bożki na wzór bezbożnych sąsiednich narodów. Nabierali ich zwyczajów i niemoralnego sposobu życia, zapominając o Bogu oraz Jego przykazaniach (a mówił im wyraźnie, by nie żyli tak jak poganie i nie wzorowali się na nich), ale król za królem stawali się coraz gorsi w swoim buncie przeciwko Stworzycielowi i prowadzili Boży lud na manowce, wbrew temu do czego Bóg ich przeznaczył i przed czym ich przestrzegał.

Niektórzy z owych królów byli dobrymi przywódcami i starali się zaprowadzić reformy w państwie oraz przywrócić porządek moralny, ale większość z nich to byli władcy źli i zbuntowani. W pewnych momentach historii działo się tak niedobrze, że zarówno przywódcy jak i ich poddani angażowali się w praktyki znienawidzone przez Boga jak czary i ofiarowanie swoich dzieci pogańskiemu bożkowi Molochowi, jak też wiele innych obrzydliwych czynów ostro potępionych przez Boże prawo. Nie traktowali Boga poważnie, naigrawali się ze Stwórcy. Bóg jest natomiast bardzo cierpliwy, ale też i sprawiedliwy. Kiedy widzi, że zło zaczyna się panoszyć coraz bardziej, w końcu musi je powstrzymać.

Tak więc kiedykolwiek lud izraelski (który miał przecież zawarte przymierze z Bogiem, że będzie wykonywał Jego przykazania i żył według nich) łamał przymierze, Bóg ostrzegał ich jasno, ze będzie musiał ich osądzić za to postępowanie - ostrzegał ich nieraz na wiele lat zanim sąd w końcu nastąpił, dając im wielokrotnie szansę, by się do Niego nawrócili, bo w przeciwnym razie będzie ich musiał ukarać wojną, pójściem w niewolę czy wieloma innymi katastrofami będącymi konsekwencją ich buntu, pośród których może jeszcze przejrzą na oczy i będą mieli szansę zawrócić ze złej drogi prowadzącej ku zniszczeniu. Najczęściej jednak Go nie słuchali, ponieważ ich zdemoralizowani przywódcy wraz ze zbuntowanym ludem tak bardzo kochali swoje grzeszne czyny i tak byli zaślepieni pychą, że nie chciało im się wierzyć, iż coś złego mogłoby na nich przyjść. Dopiero gdy naprawdę wydarzyło się nieszczęście, zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji.

I tak właśnie zazwyczaj jest z ludźmi w naszych czasach: nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, dopóki coś strasznego się im nie stanie.

„Sąd” to słowo, które brzmi raczej groźnie, ale wyobraź sobie dużą salę sądową, gdzie sędzia przygląda się danej sprawie. Musi ją rozstrzygnąć według ustanowionego prawa, nie może podjąć decyzji o wyroku na podstawie własnych odczuć i preferencji. Jeśli nie wyda wyroku odpowiedniego do popełnionego przestępstwa lub potraktuje jednych przestępców łagodniej niż innych - czyli stronniczo - nawet jeśli ich wina jest taka sama jak tych poprzednich kryminalistów, którzy już dostali odpowiedni wyrok, to nie okaże się dobrym i sprawiedliwym sędzią. Sprawiedliwy Bóg nienawidzi zła, ponieważ ono niszczy i zabija ludzi i pewnego dnia zło musi zostać ukarane oraz usunięte.

Bóg może zesłać wiele ostrzeżeń dla tego świata i w naszym osobistym życiu, gdzie doświadczamy jakiegoś „sądu Bożego” czy kryzysu, dzięki któremu mamy szansę się obudzić z letargu, zmienić swoje postępowanie i uratować nasze życie, zanim będzie za późno. Ale pewnego dnia nastąpi ten ostateczny dzień Sądu przez duże „S”, gdzie zakończą się wszelkie sprawy dokonane tu za życia na ziemi i każdy z nas odpowie za swoje postępowanie przed Wielkim Sędzią, który wie wszystko i bada nasze serca oraz uczynki. Ten Sąd Ostateczny już nie polega na tym, że człowiek dostanie ostatnie ostrzeżenie i jeszcze ma szansę wtedy zostać zwolniony z kary, ale decyzja tam podjęta będzie ostatnim wyrokiem wydanym na całą wieczność; innej możliwości odwołania się od tego wyroku już nie będzie.

List do Hebrajczyków 9:27

„[P]ostanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd”

Ksiega Izajasza 28:14

„Dlatego słuchajcie słowa Pana, wy szydercy, panujący nad tym ludem, który jest w Jeruzalemie! Ponieważ mówicie: Zawarliśmy przymierze ze śmiercią i z krainą umarłych mamy umowę, więc gdy nadejdzie klęska potopu, nie dosięgnie nas, gdyż kłamstwo uczyniliśmy naszym schronieniem i ukryliśmy się pod fałszem”

Ci ludzie, do których Bóg tu przemawia, są szydercami. Szydzą oni z Boga i tego, co On sobą reprezentuje. Uważają, że sami wiedzą wszystko najlepiej. Nie potrzebują Boga w swoim życiu. Wiedzą dobrze, jak uniknąć kary za swoje grzeszne uczynki - są pewni, że nikt ich nie złapie na przestępstwie, bo są przecież tak sprytni, niepokonani w swojej przebiegłości (zwłaszcza jeśli poza tym mają mocne pozycje w społeczeństwie i dużo pieniędzy). Dobrze wiedzą, że źle postępują, ale umieją tak dobrze kłamać i zwodzić innych, że nikt nie jest w stanie tego zdemaskować, nawet sam Bóg (tak im się tylko wydaje).

We własnych oczach są niezatapialni.

Z jakichś powodów ludzie pragną osiągnąć nieśmiertelność. Nikt tak naprawdę nie chce umierać, a mimo to każdy kiedyś musi umrzeć. Naukowcy zajmują się przykładowo jakimiś genetycznymi manipulacjami i transhumanizmem, żeby doprowadzić do takiego stanu, w którym człowiekowi w końcu uda się uniknąć śmierci. Ludziom wydaje się, że mogą usunąć złe konsekwencje swoich czynów, ale tak naprawdę wierzą wówczas starodawnemu kłamstwu:

Księga Rodzaju 3:4

„Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie!”

Nie mieli oni nawet pojęcia o tym, że kiedy wąż zachęcił ich do nieposłuszeństwa Bogu obiecując zarazem uniknięcie śmierci, miało ich to właśnie doprowadzić do śmierci i stać się bezpośrednio jej przyczyną w życiu każdego człowieka.

Rzymian 5:12

„Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli”

Inna rzecz, że ludzie zawsze lubią kontrolować swoją rzeczywistość i nie znoszą oraz nie zgadzają się na to, by Bóg miał im cokolwiek narzucać. Chcą żyć według własnego upodobania, nie potrzeba im Boga w życiu. Pragną w rezultacie być swoimi własnymi bogami. To oni ustalają reguły, sami definiują, co jest dla nich prawdą, a co nie. Prawda według nich jest relatywna (nie jest obiektywna), nie dotyczą ich żadne zasady moralne narzucone z góry, a chociaż urodziliśmy się z sumieniem danym nam przez Boga, wolimy żyć wedle zasady „rób to, co ci się żywnie podoba”. Może to brzmi dobrze i nieszkodliwie, bo daje nam „wolność”, by móc robić co chcemy. Osoba o takiej mentalności czuje, że żyje pełnią życia, ale gdy tylko nastąpi coś, co zupełnie burzy poczucie kontroli nad rzeczywistością, albo gdy w końcu umiera - okazuje się, że nie mogą tego uniknąć, gdyż istnieje Ktoś silniejszy, kto stoi ponad nami, przed kim nie da się uciec. Czemu się nie da? Przecież niektórzy doszli do takiego stanu świadomości, że według nich nic nie jest realne, a sami mogą sobie stworzyć własną rzeczywistość, osiągnąć jakieś „wyższe wibracje”, gdzie nic ich już nie dotyka, stają się jakby osobami „spoza tego świata” (hinduizm, New Age itd) - ale nawet ci ludzie w końcu umierają.

Dziwi mnie trochę jak słyszę, że ludzie mówią, iż nie „potrzebują” Boga w swoim życiu. Wszystko im się dobrze układa bez Niego. Ale czy kiedykolwiek zastanowiłeś się nad tym, jak działa Twój układ krążenia krwi? W ciągu minuty krew jest pompowana przez całe ciało, a posiadasz jej aż 5 litrów. To dzieje się automatycznie i nawet nie musisz być tego w ogóle świadomy, gdy tak sobie idziesz załatwiać swoje sprawy. Twój system odpornościowy i system nerwowy oraz wszelkie inne procesy w organizmie są tak precyzyjnie stworzone, że uzupełniają się nawzajem, komórki współpracują ze sobą - neurotransmitery, komórki krwi i wszelkie inne - przez 24h na dobę przez wiele lat, przeważnie bez żadnych zakłóceń. Nie wspominając już o tym, że każda komórka zawiera wiele różnych elementów zależnych od pozostałych komórek ciała, aby w ogóle normalnie móc funkcjonować, a w owych „fabrykach” energii i różnych czynności organizmu zawierają się jeszcze drobniejsze elementy zwane DNA, które kryją w sobie bardzo szczegółowe informacje na temat Twojego kodu genetycznego. To jest naprawdę imponująca logistyka.

Jeśli ludzie sami nie są w stanie stwarzać i kontrolować tych samoistnych procesów we własnym organizmie, jak w ogóle mają ustanawiać własne prawa dotyczące życia ziemskiego?

We wszechświecie istnieją konkretne, wymierne i stałe prawa natury oraz zasady logiki. Jedna przyczyna prowadzi do danego rezultatu za każdym razem, gdy robisz tę samą rzecz. Wszystko jest tak stworzone, że współpracuje ze sobą i się nawzajem uzupełnia w konkretnym logicznym porządku, tak jak elementy komórek w naszym ciele pracują ze sobą w pełnej harmonii. I są to procesy powtarzalne, niezmienne. 2+2=4. Nieważne, jaką masz opinię na ten temat. Możesz sobie uważać, że 2+2 = 22, bo tak to widzisz (np. patrząc na dwie dwójki obok siebie). I nawet jeśli to Ci się wydaje prawidłowe według Twojego powierzchownego spojrzenia na sprawę, to jednak nie jest prawdą i nie zgadza się z obiektywnymi faktami.

Ktoś może powiedzieć, że nie podoba mu się istnienie prawa ciężkości, ale kiedy zeskoczy z urwiska, prawo to nie przestanie nagle obowiązywać tylko dla tej jednej osoby, ponieważ jest ono niezmienne i stale działa. Podobnie ma się sprawa z istnieniem Boga - On nie przestanie istnieć tylko dlatego, że ludzie wypierają Go ze swojej świadomości lub że nie zareaguje od razu na ich bunt. Wszystko, co robimy, ma pewne konsekwencje - tak działa właśnie prawo przyczyn i skutków. Przy tej okazji chcę pokrótce wymienić pewne podstawowe zasady: 1) Życie nie może powstać z czegoś, co nie posiada życia. 2) Wszelka informacja i konkretne dane (np. bardzo skomplikowane struktury wewnątrz jednego małego DNA - kodu genetycznego dającego się ustalić na podstawie analizy kwasu deoksyrybonukleinowego) mogły powstać tylko dzięki inteligentnej, myślącej Istocie.

Nie będę teraz rozpoczynać dyskusji nt. stworzenia i teorii ewolucji, ale poruszę główny aspekt tej debaty: jeśli Bóg istnieje, ale dany człowiek się z tym nie zgadza, to kto ma rację? Moim skromnym zdaniem rację ma Ten, który istniał od zawsze, wie wszystko i stworzył wszechświat (oraz człowieka, który myśli, że jest mądrzejszy od Boga, choć nawet nie przeżył więcej niż tylko ułamek sekundy w porównaniu z wiecznością, jaką przeżył nasz Stwórca) - i taka jest prawda. On nie zniknie tylko dlatego, że Ty masz zamiar Go ignorować.

I jeszcze jedno: jeśli ludzie nie chcą uznać Boga - a mają do tego prawo i wolną wolę, bo Bóg nikogo do niczego nie zmusza - to gdzie mają przebywać, aby tylko być jak najdalej od Niego? Jeśli to Bóg stworzył cały wszechświat, gdzie się schowają przed Nim? To tak jakby małe dzieci zbuntowały się przeciwko swoim rodzicom i uznały, że nie mają zamiaru być im posłuszne, bo same wszystko wiedzą i potrafią najlepiej (i jeśli rodzice im na to pozwolą, to najczęściej kończy się krzywdą dla dzieci, które muszą później przyznać rację swoim rodzicom), „kręcą nosem” na obiad, który ugotowała im mamusia i ogólnie są niewdzięczne. Niektóre dzieci potrafią przeforsować swoją wolę i stają się „zepsutymi bachorami”, ale jeżeli rodzice są rozsądni i mądrzy w ich wychowywaniu, to nie pozwolą swoim latoroślom na wszystko.

Pamiętam jak moja mama mówiła w takich wypadkach: „Nie smakuje ci obiad, który dla Ciebie kupiłam i ugotowałam, w porządku; nasze zasady w domu też ci nie odpowiadają – mimo że mieszkasz tu prawie 20 lat i masz wszystko, co ci do życia potrzebne i na nic nie możesz narzekać? W takim razie możesz się po prostu wyprowadzić i zobacz, jak ci się to spodoba. Tutaj masz kocyk i plecak - powodzenia na dalszej drodze życia, pa”.

I mama wcale nie jest złą osobą, która chce mi w ten sposób dokuczyć - po prostu przedstawiła mi inną perspektywę i pomogła zdać sobie sprawę z realiów życia i że naprawdę nie mam się na co uskarżać, a bez moich rodziców, którzy dali mi życie, jestem dosyć bezradna i cenię ich pomoc oraz wychowanie.

Mieszkamy w „domu” Boga, żyjemy tu i mamy się w miarę dobrze, chociaż oczywiście nie dotyczy to wszystkich mieszkańców naszej planety; raczej mówię teraz o nas mieszkających w krajach rozwiniętych (tzw. Zachodu). Ale jednak wygląda na to, że te narody, które zostały najbardziej obdarowane bogactwem i najbardziej błogosławione, odrzucają Boga niemal zupełnie - nie doceniając Jego dobroci. Wydaje im się, że sami doszli do tak wysokiego poziomu rozwoju, nie zdając sobie sprawy z faktu, że to Bóg obdarza nas dobrem - ale też może nam je odebrać, jeśli będzie to konieczne. Czy masz świadomość tego, że każdy Twój oddech zawdzięczasz Bogu? To On obdarza nas życiem, a my powinniśmy nim dysponować w sposób mądry. Bóg może w każdym momencie zdecydować, że nie będziemy już mieli więcej oddechów... ale mimo to nadal daje nam szansę... do czasu.

Za każdym razem jak ktoś pysznie naigrywa się z Boga twierdząc, że jest poza zasięgiem Jego ręki i na pewno nie utonie - taka osoba lub naród znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie.

W moim przekonaniu wiele krajów zachodnich - szczególnie mam na myśli USA i Europę - zbliża się ku trudnym czasom już w niedalekiej przyszłości, bo arogancja i pycha naszej cywilizacji, upadek moralny społeczeństwa i poczucie niezniszczalności wiedzie wprost ku upadkowi. Chyba musisz się ze mną zgodzić... na pewno trudno Ci sobie wyobrazić USA, które już nie jest supermocarstwem jakim było dotąd. I mnie jest trudno sobie wyobrazić Europę, która już nie jest „pępkiem świata”. Wszyscy chcemy rządzić, mieć panowanie nad innymi. Rosja chce przejąć dominację, Chiny chcą stać się supermocarstwem. Może im się to nawet uda na jakiś moment, a nam przyniesie wielkie zniszczenie, lub jakieś inne kraje osiągną ten cel i Bóg na to pozwoli w ramach ostrzegającego sądu nad naszymi narodami, jako wezwanie do pokuty, aby ludzie przestali buntować się przeciwko Jedynemu i Prawdziwemu Królowi. Wygląda na to, że niedługo będziemy świadkami podobnych wydarzeń i to stanie się z Bożej woli – tak jak doświadczał tego kiedyś Izrael opisany w Starym Testamencie Biblii oraz narody z nim sąsiadujące.

Księga Izajasza 28:17-22

„I uczynią prawo miarą, a sprawiedliwość wagą. Lecz schronienie kłamstwa zmiecie grad, a kryjówkę zaleją wody.

I wasze przymierze ze śmiercią zostanie zerwane, a wasza umowa z krainą umarłych nie ostoi się. Gdy nadejdzie klęska potopu, zostaniecie zdeptani.

Ilekroć nadejdzie, pochwyci was, a będzie nadchodzić każdego ranka, we dnie i w nocy i tylko grozą będzie rozumienie objawienia.

Gdyż za krótkie jest łoże, aby się można wyciągnąć, a za wąskie przykrycie, aby się można otulić.

Pan bowiem powstanie jak na górze Perazym, jak w dolinie Gibeon się uniesie, aby dokonać swojego dzieła - niesamowite to jego dzieło, aby wykonać swoją pracę - dziwna ta jego praca!

Teraz więc nie drwijcie, aby nie zacieśniły się wasze więzy, gdyż słyszałem od Wszechmocnego, Pana Zastępów, że postanowiona jest zagłada całej ziemi!”

Nie „przepowiadam” tutaj niczego nadzwyczajnego, ale raczej dostrzegam te same przyczyny i skutki jakie poznaliśmy już wcześniej z historii. Wydaje mi się, że USA w końcu będzie musiało spaść ze swej pozycji „supermocarstwa” i to stanie się raczej w niedalekiej przyszłości. Aby to dostrzec, nie trzeba być ani jakimś „jasnowidzem” ani żadnym geniuszem. Twój kraj tonie w długach, staracie się być wszędzie na świecie i maczacie palce we wszystko, co się dzieje, a wasi przywódcy są skorumpowani. Rozpowszechniacie ogromne ilości narkotyków i pornografii najgorszego rodzaju, włącznie z handlem ludźmi, produkujecie niemoralne i pełne przekleństw filmy, gry komputerowe, które są popularne na całym świecie, a jednak uważacie, że „wasz statek nie może zatonąć”. Istnieje zjawisko tzw. „amerykańskiego poczucia wyjątkowości” i poczucie niezachwianej pewności, że nic złego nie może się stać w tak wspaniałym kraju jakim jest MURICA.

Objawienie Jana 18:7-8:

„Ile sam siebie uwielbiał i rozkoszy zażywał, tyle udręki i boleści mu zadajcie; gdyż mówi w sercu swoim: Siedzę jak królowa, wdową nie jestem, a żałoby nie zaznam. Dlatego w jednym dniu przyjdą jego plagi, śmierć i boleść, i głód, i spłonie w ogniu; bo mocny jest Pan, Bóg, który go osądził.”

Wiele osób ma już dosyć Ameryki, zwraca się przeciwko niej i nie zdziwiłabym się, gdyby Rosja wraz z paroma wspólnikami, postanowiła zrobić z Twoim krajem „porządek” - postrzegani jesteście jako naród zepsuty i siejący wojnę, mający za duże wpływy jakie nie wychodzą nikomu na dobre i trzeba to w końcu powstrzymać. I tak Wy będziecie obwiniani jako agresorzy. Piszę tylko to, co sama czytam i słyszę od ludzi w różnych częściach świata. Nie mówię, że zostaniecie zaatakowani....ale też nie śmiałabym twierdzić, że na pewno NIE będziecie zaatakowani, bo USA igra z ogniem na wiele frontów.

Także pewne wydaje mi się jedno - Twój kraj znajduje się na krawędzi, a poniżej jest przepaść i nie widać, żeby ten bieg spraw można było już odwrócić. Nawet jeśli ludzie potrafiliby zreformować system i cofnąć poprzednie negatywne zmiany z ostatnich 50 lat, wyjście „na prostą” wydaje się bardzo żmudnym i długim procesem. Wygląda na to, że USA - podobnie jak Titanic - już zaczyna powoli tonąć. Wystarczy kolejny kryzys ekonomiczny (zapowiadany już od jakiegoś czasu i zbliżający się wielkimi krokami), aby dolar upadł jako główna waluta światowa. Chiny już mają do dyspozycji nowy bank i wiele z krajów europejskich, włącznie z Rosją, do niego dołączyły. Szykują się więc na to, żeby Wasz kraj stracił swoją pozycję. A państwa z układu NATO również mogą dołączyć do nowego systemu, żeby tylko uratować własne interesy. Nie piszę tutaj jako jakiś ekspert od tych spraw, bo nim nie jestem i nie mogę powiedzieć dokładnie jak to się rozegra, ale bez względu na to, jak to się stanie i co się stanie... jedno jest pewne: nadchodzi sąd; w taki czy inny sposób on nastąpi (różne są jego scenariusze) z powodu pychy i korupcji zarówno przywódców państwowych jak i zwykłych obywateli. Ci, których ludzie wybierają na swoich reprezentantów, są zazwyczaj odbiciem ich samych.

Czy ja mówię, że USA jest najgorszym krajem na świecie, a inne państwa są od niego dużo lepsze? Absolutnie nie. Chcę jeszcze raz powtórzyć, że cały świat (włącznie z Rosją i Chinami, ISIS i wszelkimi innymi krajami) i każdy, kto chce walczyć przeciwko Bogu, każda osoba odrzucająca Stwórcę a czyniąca zło, będzie musiała zostać osądzona - bo ostateczny sąd dotyczy zarówno przywódców narodów, wielkich polityków jak i zwykłych „szaraków”. To jest inny aspekt tzw. Czasów Ostatecznych, w których żyjemy i zapewne już niedługo będziemy oglądać wiele dość przerażających wydarzeń, ale nie chcę się teraz na ten temat rozpisywać, żeby nie przedłużać tego listu w nieskończoność. W każdym razie możemy się spodziewać dziwnych rzeczy na świecie, strasznych wieści, które zakłócą nasz spokój i zburzą nasze dotychczasowe, uporządkowane życie. I jeśli myślisz, że prezydent Trump czy Putin lub NATO albo ONZ, czy też wszelki inny system polityczny może nas uratować od tej katastrofy, to muszę Cię rozczarować: nikt z nich nam nie pomoże.

Psalm 146

„Nie pokładajcie ufności w książętach ani w człowieku, który nie może pomóc!”

Sąd i konsekwencje za złe postępowanie (grzech) są takie same dla każdego człowieka, który zdaje sobie sprawę z tego co robi (jest w wieku, w którym już rozumie i umie rozróżnić pomiędzy dobrem a złem). Ale dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Bóg musi osądzić i ukarać złych ludzi? Starałam się to wyjaśnić już nieco wcześniej, ale też mogę przytoczyć bardzo jasne wytłumaczenie napisane przez apostoła Pawła w liście do Rzymian:

List do Rzymian 1:16-17

„Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka, Bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie.”

Prawdziwa Sprawiedliwość - prawowierny osąd - nienawidzi zła i reaguje na nie słusznym gniewem. Dlatego nie może biernie patrzeć na zło, bez żadnej reakcji na jego skutki.

Boży gniew na grzeszną ludzkość

List do Rzymian 1:18-32:

„Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.

Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił.

Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę,

Dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności.

Mienili się mądrymi, a stali się głupi.

I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy;

Dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą,

Ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.

Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze,

Podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę.

A ponieważ nie uważali za wskazane uznać Boga, przeto wydał ich Bóg na pastwę niecnych zmysłów, aby czynili to, co nie przystoi;

Są oni pełni wszelkiej nieprawości, złości, chciwości, nikczemności, pełni są również zazdrości, morderstwa, zwady, podstępu, podłości;

Potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, wynalazcy złego, rodzicom nieposłuszni;

Nierozumni, niestali, bez serca, bez litości; Oni, którzy znają orzeczenie Boże, że ci, którzy to czynią, winni są śmierci, nie tylko to czynią, ale jeszcze pochwalają tych, którzy to czynią.”

Zdanie: „wydał ich Bóg...” można wytłumaczyć tak, że Bóg po prostu powiedział „W porządku, nie chcecie postępować według moich praw i przykazań? Myślicie, że są tylko niepotrzebnie wymyślonymi ograniczeniami waszej tzw. ‘wolności’? Chcecie żyć bez Mojego prowadzenia w waszym życiu? Proszę bardzo, róbcie co wam się podoba - i zobaczycie, gdzie was to zaprowadzi. Ja wiem, że to doprowadzi do waszej ruiny i zniszczenia i dałem wam wszelkie wskazówki, żebyście tego mogli uniknąć, ale wy nie chcecie Mnie słuchać”.

Każdy z nas na pewno zna ludzi, którzy tak właśnie postępują, jakby ich żadne prawa moralne nie obowiązywały. Łatwo jest wskazać na grzechy i błędy innych, a trudniej rozpoznać je w samym sobie. Lubimy oceniać innych nie patrząc przy tym w lustro, by zobaczyć siebie. Taka już nasza ludzka natura. Ale najlepsze lustro dla człowieka stanowi Biblia, bo pokazuje nam, kim naprawdę jesteśmy i jak bardzo jednak potrzebujemy Boga w naszym życiu. I Bóg ma pełne prawo nas osądzić w sposób sprawiedliwy, jak nikt z nas tego sam nie potrafi uczynić.

Następnie w Liście do Rzymian 2:2-11 rozdziale czytamy:

Sprawiedliwy sąd Boży

„Bo wiemy, że sąd Boży słusznie spada na tych, którzy takie rzeczy czynią.

Czy mniemasz, człowiecze, który osądzasz tych, co takie rzeczy czynią, a sam je czynisz, że ujdziesz sądu Bożego?

Albo może lekceważysz bogactwo jego dobroci i cierpliwości, i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania cię prowadzi?

Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga,

Który odda każdemu według uczynków jego: Tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny;

Tych zaś, którzy o uznanie dla siebie zabiegają i sprzeciwiają się prawdzie, a hołdują nieprawości, spotka gniew i pomsta.

Tak, utrapienie i ucisk spadnie na duszę każdego człowieka, który popełnia złe, najprzód Żyda, potem i Greka,

A chwała i cześć, i pokój każdemu, który czyni dobrze, najpierw Żydowi, a potem i Grekowi. Albowiem u Boga nie ma względu na osobę.”

List do Rzymian 3:9-18

„Cóż więc? Przewyższamy ich? Wcale nie! Albowiem już przedtem obwiniliśmy Żydów i Greków o to, że wszyscy są pod wpływem grzechu,

Jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego,

Nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga;

Wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego.

Grobem otwartym jest ich gardło, językami swoimi knują zdradę, jad żmij pod ich wargami;

Usta ich są pełne przekleństwa i gorzkości;

Nogi ich są skore do rozlewu krwi,

Spustoszenie i nędza na ich drogach,

A drogi pokoju nie poznali.

Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami.”

Ewangelia Jana 3:19-21

„A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe.

Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków.

Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu.”

Efezjan 4:18

„Mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich" (upór/ pychę).”

To nie Bóg jest zły i niesprawiedliwy, ale my jesteśmy źli i sprzeciwiamy się Jemu. Dlatego miał prawo dawno temu nas ukarać i zniszczyć, ale dzięki wielkiej cierpliwości i miłości do swego stworzenia, On próbuje nas ustrzec przed sprawiedliwym sądem, który pewnego dnia jednak musi nastąpić, jako że przyczyny i skutki przynoszą owoc - tak jak przestępstwa kryminalne zostają ukarane według przepisów prawa danego państwa - a jeśli by nie były, to sędzia nie stoi na straży porządku i nie wypełnia swoich obowiązków.

Jakie prawo obowiązuje nas względem Boga? Przykładowo: czy masz innych bogów obok Niego? Jeśli sam jesteś panem swego losu i swoim własnym bogiem, a Bóg nie ma nic do powiedzenia w Twoim życiu, to tak. Już zawiniłeś. Czy kiedykolwiek kogoś okłamałeś? Czy bluźniłeś przeciwko Bogu lub używałeś Jego imienia nadaremnie? Czy zazdrościłeś innym ich bogactwa? Czy patrzysz na pewne osoby z pożądaniem (czy w realnym życiu, czy też na komputerze)? Czy rozpoznajesz w sobie wszelkie inne cechy charakteru jakie są opisane w 1 Liście do Rzymian? Jeśli tak, to sąd Boży wisi nad Twoją głową, drogi przyjacielu.

Czy naprawdę uważasz, że jesteś niezatapialny? Jeśli myślisz, że nic Ci się nie stanie, to postępujesz podobnie do owych szydzących przywódców, których los już znamy - doznali totalnego zniszczenia, mimo że spodziewali się, iż tego unikną. Cały świat pewnego dnia dozna katastrofy.

A czy myślisz, że Ciebie śmierć ominie?

Łódź ratunkowa

W takim razie jakie masz wyjście....? Jeżeli nastąpi tragedia opisana w Księdze Izajasza 28 (tekst na czerwono), jeśli też nasze kraje doświadczą czegoś złego, czego dotąd nie przeżyliśmy, jak mamy się uratować z tego nieszczęścia? Titanic tonie - to jest obraz naszej obecnej sytuacji na świecie - i wygląda to naprawdę bardzo źle, ale to nie znaczy, że Bóg nie przygotował dla nas drogi ucieczki w postaci łodzi ratunkowej. Pomimo, że sąd nad szydercami musi się wykonać, mimo to dla pokornych ludzi szukających ratunku, Bóg daje wyjście:

Księga Izajasza 28:16

„Dlatego tak mówi Wszechmocny, Pan: Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień wypróbowany, kosztowny kamień węgielny, mocno ugruntowany: Kto wierzy, ten się nie zachwieje.

Ewangelia Mateusza 7:24-27

„Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce (skale).

I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.

A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku.

I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.”

1 List do Koryntian 3:11

„Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus.”

List do Efezjan 2:13-20

„Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Tak więc już nie jesteście obcymi i przychodniami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga, Zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus”

List do Rzymian 5:6-9

„Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych.

Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć.

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.

Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu.

Według prawa Bożego, zapłatą za grzech (nieposłuszeństwo Bogu) jest śmierć... i ktoś musi tę cenę uiścić. Dlaczego zapłacił tę cenę za nas Jezus Chrystus: był w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem - czyli nie podlegał przekleństwu grzechu z jakim my się rodzimy - On wcale nie musiał za nas umrzeć, ponieważ nie był winny i nie zgrzeszył; nie złamał Bożego prawa podczas życia na ziemi. Ale Bóg, który nie może puścić grzechu płazem i musi sprawiedliwie osądzić nieprawość, bo taka Jego natura, postanowił, że sam dzięki swemu Synowi zapłaci za grzech ludzkości, gdyż my nie potrafimy tego zrobić. Czyli Jezus (Bóg) umarł na krzyżu i zapłacił naszą karę za grzech - złożył ofiarę za nas - po czym okazał swoją moc poprzez zmartwychwstanie. Tym samym zwyciężył śmierć – i tylko Bóg mógł tego dokonać. A każdy, kto tę ofiarę przyjmie jako "zapłacony czek" za swoją winę wobec Boga - poprzez odwrócenie się od starego życia i zwrócenie się ku Bogu, aby żyć dla Niego i na Jego chwałę dzięki Jezusowi Chrystusowi, który nas obdarza tym nowym życiem - taka osoba zyskuje życie wieczne, a śmierć nie stanie się już jej udziałem, bo wówczas będzie mogła powiedzieć jak apostoł Paweł:

1 List do Koryntian 15:55

„Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje? Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje?”

Ewangelia Jana 3:16-18

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.

Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.

Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego.”

Ale żeby zostać uratowanym z tego tonącego statku, musisz opuścić ten statek i wskoczyć do łódki ratunkowej... nie uratujesz się jeśli jedną nogą stoisz na statku, a drugą chcesz nadal tkwić w łódce.

Księga Ezechiela 18:32

„Gdyż nie mam upodobania w śmierci śmiertelnika, mówi Wszechmocny Pan. Nawróćcie się więc, a żyć będziecie!”

Nie staram się tu przedstawić siebie jako jakiegoś szalonego „Bożego posłańca”, chociaż to co mam Ci do powiedzenia, pochodzi od Boga ponieważ zostało już zawarte w Jego Słowie, które dla mnie stanowi przesłanie absolutnie prawdziwe. Nie musimy tutaj argumentować za i przeciw, jednak chcę w tym liście podkreślić, że Biblia stanowi Słowo Boże, które jest prawdą, ponieważ wiele z wydarzeń, które Bóg zapowiedział (w formie proroctw/przepowiedni) już się wydarzyło i zostało potwierdzone wieloma znaleziskami archeologicznymi.

Jak już wcześniej wspomniałam, dana osoba dostawała do napisania słowo od Boga, które miało się wypełnić 200 lat później i rzeczywiście miało to miejsce i wypełniło się w taki sposób, w jaki zostało opisane, a zapis przyszłych wydarzeń zdecydowanie nie nastąpił po ich zaistnieniu, tylko przed - zanim coś się wydarzyło. Wspominam o tym tutaj tylko ogólnie... ok. 50% dość szczegółowych proroctw biblijnych już się wypełniło. Niektóre wypełniają się teraz na naszych oczach, a pozostałe jeszcze mają się wypełnić, ponieważ dotyczą czasów ostatecznych i samego końca naszego wieku. Nie mam teraz zamiaru robić wykładu na ten temat (nt Apokalipsy itd.), ale uznałam, że ważne jest Ci o tym wspomnieć.

Zdaję sobie sprawę z tego, że istniało i istnieje wielu fałszywych proroków, którzy przepowiadali dziwne rzeczy i nadal szukają zwolenników, którzy będą ich wiernie słuchać i również twierdzą, że ich posłał sam Bóg. Istnieje też inni, którzy twierdzą, że nic szczególnego na świecie się nie dzieje, bo jest tak jak zawsze było i będzie. Nie biorą oni jednak pod uwagę faktu, że pewne konkretne znaki miały się wydarzyć w czasach bliskich końca tego wieku (czasów przed powrotem Chrystusa jako Pana i Króla) i rzeczywiście możemy je zaobserwować w naszym pokoleniu. Ale nawet jeśli różnimy się opinią co do tych znaków i czasów, jedno jest pewne: dla każdego z nas kiedyś przyjdzie koniec.

Wiele mocarstw powstało i upadło i mimo to koniec wszechrzeczy jeszcze nie nastąpił, ale dla nich to już był ich koniec.

Każdy człowiek kiedyś umrze i dla niego będzie to koniec życia tu na ziemi.

Państwa, królowie i przywódcy narodów przychodzą i odchodzą, ale Bóg trwa na wieki.

To On ma we wszystkim ostatnie słowo.

Księga Objawienia 18

Upadek Wielkiego Babilonu

„Potem widziałem innego anioła zstępującego z nieba, który miał wielkie pełnomocnictwo, i rozjaśniła się ziemia od jego blasku.

I zawołał donośnym głosem: Upadł, upadł Wielki Babilon i stał się siedliskiem demonów i schronieniem wszelkiego ducha nieczystego i schronieniem wszelkiego ptactwa nieczystego i wstrętnego.

Gdyż wszystkie narody piły wino szaleńczej rozpusty jego i królowie ziemi uprawiali z nim wszeteczeństwo, a kupcy ziemi wzbogacili się na wielkim jego przepychu.

I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające,

Gdyż aż do nieba dosięgły grzechy jego i wspomniał Bóg na jego nieprawości. Odpłaćcie mu, jak i on odpłacił, i w dwójnasób oddajcie według uczynków jego; do kielicha, w którym napój mieszał, nalejcie mu podwójną miarę.

Ile sam siebie uwielbiał i rozkoszy zażywał, tyle udręki i boleści mu zadajcie; gdyż mówi w sercu swoim: Siedzę jak królowa, wdową nie jestem, a żałoby nie zaznam.

Dlatego w jednym dniu przyjdą jego plagi, śmierć i boleść, i głód, i spłonie w ogniu; bo mocny jest Pan, Bóg, który go osądził.

I zapłaczą nad nim, i smucić się będą królowie ziemi, którzy z nim wszeteczeństwo uprawiali i rozkoszy zażywali, gdy ujrzą dym jego pożaru.

Z dala stać będą ze strachu przed jego męką, mówiąc: Biada, biada tobie, miasto wielkie, Babilonie, miasto potężne, gdyż w jednej godzinie nastał twój sąd.

I kupcy ziemi płakać będą i smucić się nad nim, bo już nikt nie kupuje od nich towaru,

Towaru ze złota i srebra, i drogich kamieni, i pereł, i bisioru, i purpury, i jedwabiu, i szkarłatu, i żadnego drzewa tujowego, i żadnego przedmiotu z kości słoniowej, i żadnego sprzętu z najkosztowniejszego drzewa, i z miedzi, i z żelaza, i marmuru,

I cynamonu, i korzeni, i wonności, i mirry, i kadzidła, i wina, i oliwy, i najprzedniejszej mąki, i pszenicy, i bydła, i owiec, i koni, i wozów, i niewolników, i życia ludzkiego.

I owoce, których pożądała dusza twoja przepadły dla ciebie, i wszystko, co się lśni i błyszczy, zginęło dla ciebie, i nigdy już ich nie będzie.

Kupcy handlujący nimi, wzbogaciwszy się na nim, z dala stać będą ze strachu przed jego męką, płacząc i narzekając Tymi słowy: Biada, biada, miasto wielkie, przyodziane w bisior i w purpurę, i w szkarłat, przyozdobione w złoto i drogie kamienie, i perły;

W jednej godzinie zniweczone zostało tak wielkie bogactwo! I wszyscy sternicy, i wszyscy przewoźnicy, i żeglarze, i wszyscy, którzy prowadzą handel morski, przystanęli z dala,

I widząc dym pożaru jego, krzyczeli, mówiąc: Któreż miasto podobne jest do tego miasta wielkiego?

I sypali proch na głowy swoje, a płacząc i narzekając, krzyczeli: Biada, biada, miasto wielkie, na którego skarbach wzbogacili się wszyscy właściciele okrętów morskich! W jednej godzinie spustoszone zostało!

Rozraduj się nad nim, niebo i święci, i apostołowie, i prorocy, gdyż Bóg dokonał dla was sądu nad nim.

I podniósł jeden potężny anioł kamień, duży jak kamień młyński, i wrzucił go do morza, mówiąc: Tak jednym rzutem zostanie strącone wielkie miasto Babilon, i już go nie będzie.

I już nie rozbrzmi w tobie gra harfiarzy ani muzyków, ani flecistów, ani trębaczy, już też nie będzie u ciebie mistrza jakiegokolwiek rzemiosła, ani już nie usłyszy się u ciebie huku młyna;

I nie zabłyśnie już w tobie blask świecy, i nie usłyszy się w tobie głosu oblubieńca ani oblubienicy; gdyż kupcy twoi byli wielmożami ziemi, gdyż czarami twymi dały się zwieść wszystkie narody.

(W nim też znaleziono krew proroków i świętych, i wszystkich, którzy zostali pomordowani na ziemi.)”

List do Galacjan 6:7

„Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie.”

Czy USA jest niezniszczalne i niezatapialne? Czy nasz świat jest niezniszczalny?

A tym bardziej... czy Ty uważasz, że jesteś niezatapialny?

Jedyny, który jest niezatapialny, to Pan Jezus Chrystus. To On chodził po wodzie.

 

Proszę Cię, przemyśl moje słowa.

Serdecznie pozdrawiam,

Twoja przyjaciółka.